Literatura…

Sierpień 23, 2008

Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę, mówiła Patricia. Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. Pomagają też odpędzić różne złe rzeczy – samotność, upiory i tym podobne gówna. Czasem się zastanawiam, jak możecie znieść to wszystko wy, które nie czytacie.

Arturo Pérez-Reverte Królowa Południa

Reklamy

Bieszczadzki Anioł

Sierpień 15, 2008

Ad memoriam…

„Idąc cmentarną aleją szukam ciebie, mój przyjacielu …”

A Ty odszedłeś. Odszedłeś na zawsze. Już za późno. Jedno krótkie zdanie a zmienia tak wiele. Wiele jest słów przykrych, które ranią, ale to jest chyba najgorsze. Nie ma trudniejszej chwili niż ta, kiedy słyszysz -To już koniec, już za późno. To straszliwe poczucie nieodwracalności, fakt, że bez względu na wszystko, nic już nie możesz zmienić. Niczego nie cofniesz.

Z chwilą śmierci wszystko się kończy, wszystko przestaje być ważne a jednocześnie zaczyna nabierać nowego znaczenia.Uchwycone na dawnych zdjęciach okruchy chwil. Czyjeś twarze, śmiechy, słowa, na wpół zapomniane, które wyłaniają się z zakamarków pamięci, przynosząc na myśl dawne dni, sprawiając jednocześnie radość i ból.Wspomnienia, które sprawiają, że ci którzy odeszli, wciąż żyją pośród nas.

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą (…)

kochamy wciąż za mało i stale za późno (…)

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą

i ci co odchodzą nie zawsze powrócą”.

Słowa te zawsze wydawały mi się zbyt patetyczne, pompatyczne, przesadzone. Nikt, kto nie doświadczył śmierci przyjaciela, bliskiej osoby nie zrozumie jak bardzo żałuje się niewypowiedzianych słów. Ja też ich nie rozumiałam. Pojęłam to dopiero teraz. Dopiero teraz, gdy sama mam ochotę zawołać, aby poczekał, że to niemożliwe, on nie mógł odejść, że jest jeszcze tak wiele rzeczy, których nie zdążyłam mu powiedzieć i których już nigdy nie powiem. Zrozumiałam.Za późno. Jak zawsze za późno. Zawsze wydaje się nam, że mamy jeszcze czas, że wszystko zdołamy jeszcze naprawić, wyprostować, powiedzieć… Ale ci, co odchodzą, nie zawsze powrócą.

„Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie

Gdy skrzydłem cię dotkną już jesteś ich bratem”

Do Ciebie jak do niewielu pasują słowa „non omnis moriar – nie wszystek umrę”, niczym bieszczadzki anioł z piosenki, czyniłeś swym bratem, każdego kogo musnąłeś swym skrzydłem, rozkochując w Bieszczadach, zarażając swoją pasją, umiłowaniem życia. To nieprawda, że już Cię nie ma.Nieważne co mówią, ja wiem, że nie odszedłeś na zawsze, że jesteś pośród nas, w miejscu której najbardziej ukochałeś – w Bieszczadach. I wierzę, że tam się jeszcze spotkamy.

Do zobaczenia…


Music is the key!

Sierpień 8, 2008

music

People – have always been singing
To wipe away tears
To ease all their pain

Nic nie obnaża tak jak muzyka.  Możesz się zachwycać sztuką, próbować wyrazić swe emocje za pomocą rysunku, tańca, ale tylko muzyka oddaje pełnię uczuć. Widząc jak ludzie potrafią się zatracić w muzyce, grając lub śpiewając żałuję, że zawsze będę tylko biernym słuchaczem, któremu nie będzie dane wstąpić do wąskiego grona tych, którzy wyrażają siebie poprzez dźwięki. Tym bardziej jednak doceniam i podziwiam ich trud włożony w ćwiczenia, w samodoskonalenie.

Pomimo że jestem tylko odbiorcą wszelkie zdarzenia i dylematy jakie mają miejsce w moim życiu zawsze wiążą i wiązały się z muzyką. Dziwne ? Być może, ale nie ma chyba takiej sytuacji, w której odpowiednio dobrany cytat, czasem z zapomnianej już piosenki, którą przypadkiem wyciągam z odmętów pamięci lub usłyszanej dopiero co w radiu a idealnie pasującej do mojego nastroju, nie pomagał mi w jakiś  niepojęty sposób. Rozpraszał smutek, przynajmniej na chwilę odciągał od złych myśli lub pozwalał zanurzyć się w innym świecie.

Whenever you’re falling down
Hopeless and pushed around
Find your own melody

Każdy szuka w muzyce czegoś innego – rytmów, harmonii brzmień, wzruszeń. Ja szukam przede wszystkim tekstu. Muzyka bez słów dla mnie niemal nie istnieje. Aczkolwiek, co dziwne, to nie tekst zawsze przyciąga moją uwagę jako pierwszy. Zaczyna się od muzyki, brzmienia. Dlatego tak bliska pomimo wszystko jest mi muzyka klasyczna oraz różnego rodzaju piosenki w językach, których nie znam – po japońsku, francusku. Siła rzeczy ich nie rozumiem, ale dźwięk i sam klimat przemawiają do mnie. Tym bardziej cenię polską muzykę, na którą tak wiele się narzeka a gdzie można znaleźć naprawdę perełki, ukryte czasem głęboko między setkami, tysiącami bezwartościowych błyskotek. Zwykle jednak kiedy słyszę dźwięki, przemawiające do mnie, zaczynam się wsłuchiwać w tekst i to słowa sprawiają najczęściej, że utwór zostaje w mojej pamięci na dłużej.  Znam mnóstwo utworów tandetnych, kiczowatych, w których jedna czy dwie linijki są tak celne, tak przemawiają do mojej wyobraźni lub przypominają mi jakieś szczególne wydarzenie, że mogę ich słuchać, nawet jeśli nie można uznać za szczególnie wartościowe. zresztą – o gustach się ponoć nie dyskutuje.

It’s the key to the heart of all people
It can open the door to your soul

Od kilkunastu niemal lat każdemu ważniejszemu wydarzeniu w moim życiu przypisana jest inna piosenka. Powoli uzbierało się ich już kilkadziesiąt, polskich i zagranicznych, rockowych i hip-hopowych, przebojów i tych niemal zupełnie nie znanych. Próbuję je od jakiegoś czasu zebrać w jednym miejscu, ale każda przywołuje kolejne. Inne tkwią gdzieś w głowie, ale nie pamiętam ich tytułów, wykonawców, niczego poza fragmentem tekstu lub wspomnieniem, że było coś takiego i muszę czekać aż je ponownie usłyszę lub aż coś zaskoczy. Inne za to uparcie tkwią w głowie chociaż staram się ich nie pamiętać, czekam aż wspomnienia się zatrą i będę mogła ich słuchać spokojnie. Jeszcze innych, tych mało znanych, które mam gdzieś, nagrane jeszcze na kasetach, nie mogę nigdzie znaleźć. Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda. Gdyby udało mi się je zabrać, uporządkować byłby to być może nieco niecodzienny, ale bardzo osobisty pamiętnik.  Zamiast notek i wpisów przy każdym szczególnym dniu, wydarzeniu byłby fragment piosenki, czasem aforyzm lub cytat. I tylko tyle. Wydaje się, że to niewiele, ale…


Vaesse deireadh aep eigean

Sierpień 4, 2008

freedom

„- Coś się kończy – powiedział Geralt z wysiłkiem – coś się kończy, Jaskier.
– Nie – zaprzeczył poważnie poeta – Coś się zaczyna.”

Fantastykę można lubić lub nie. Podobnie Sapkowskiego, który dla jednych jest geniuszem a dla innych grafomanem. Ale nie da się zaprzeczyć temu, ze w swoich sagach zawarł kilka uniwersalnych prawd życiowych. Jednymi z najbardziej trafnych są słowa Vaesse deireadh aep eigean – Coś się kończy, coś się zaczyna. Są genialne w swej prostocie i głębi zarazem. Co jakiś czas stajemy przecież przed rozstajami na swej drodze i musimy wybrać, jak dalej się potoczy nasz los. Matura, początek i koniec studiów, emigracja… Każda z tych sytuacji jest zarazem początkiem i końcem. Nawet nie tyle kamieniem milowym, jak to się lubi określać, ale zakończeniem i rozpoczęciem jakiegoś kolejnego etapu życia, który może okazać się sukcesem lub porażką, z której będziemy się później długo wycofywać, żałując straconego czasu. Nic więc dziwnego, że miotają nami wówczas skrajne emocje – z jednej strony radość, podekscytowanie „nowym, wspaniałym światem”, który wydaje się stać przed nami otworem; z drugiej – lęk, obawa przed opuszczeniem dobrze znanego ciepłego grajdołka, strach o to czy będziemy w stanie sobie poradzić w nieznanym otoczeniu, kiedy jest się zdanym tylko na siebie. Strach czy wybrana droga tym razem okaże się trafna czy słusznie wybraliśmy czy nasza decyzja nie będzie straszliwą, życiową porażką

Tam gdzie był mój rodzinny dom
W pustych ścianach wieje tylko wiatr
Dawno tam przyjaciół nie ma już
Ślepy los pogonił wszystkich w świat

To, że powrotu do tego co minęło nie ma, uświadomiłam sobie z całą ostrością, kiedy po prawie dwóch miesiącach pracy w innym mieście przyjechałam pierwszy raz do domu na weekend. Boleśnie zdałam sobie sprawę z tego, że to już nie to, że to koniec jakiegoś etapu w moim życiu. Pomyślałam sobie ze smutkiem, że od czasu wyprowadzki zawsze już w domu będę tylko gościem, zawsze będę tylko wpadać na krótką wizytę, aby uściskać rodziców, załatwić sprawy, spotkać się na plotkach z przyjaciółką i wrócić tam, a może raczej tu. Tutaj, gdzie od jakiegoś czasu jest moje nowe miejsce do życia.

Właściwie w tej chwili jest się na rozdrożu, bo nigdzie tak naprawdę nie jest się w domu. Tam jest się już tylko gościem a tutaj nadal nie zapuściło się korzeni. Wciąż stając bezradnie w obliczu banalnych sytuacji – konieczności wyboru kierunku w metrze, załatwienia czegoś w urzędzie, znalezienia biblioteki, lekarza, apteki. Wszystkiego tego, co w domu jest dla nas najprostszą w świecie czynnością, którą wykonujemy bezwiednie i bez żadnego wysiłku. Nadal jeszcze bardziej nawiązując znajomości i zaczątki przyjaźni niż je posiadając.

To już minęło, ten klimat ten luz
Wspaniali ludzie nie powrócą
Nie powrócą już

Dawne czasy zawsze z czasem odchodzą w zapomnienie. Nawet klasowe spotkanie po latach to już nie to samo. Przyjaciół ze szkolnej ławy rozdziela czas, bagaż doświadczeń życiowych, z którymi borykaliśmy się w życiu. Studia, środowisko, rodzina bądź jej brak niezauważalnie wpływają na nasz sposób postrzegania rzeczywistości, zbliżając lub oddalając od siebie tych, którzy jeszcze nie tak dawno byli beztroskimi dzieciakami tak samo biegającymi za piłką, umawiającymi się na pierwsze randki, potem kroczącymi tuż obok nas w tradycyjnym studniówkowym polonezie. Jak śpiewał Rysiek Riedel – ci wspaniali ludzie nie powrócą już.

Ci wspaniali ludzie może nie powrócą, ale spotkamy na swojej drodze innych, nie mniej wspaniałych, którzy być może okażą się w naszym żuciu ważniejsi. Ważne aby wierzyć, że to nie jest koniec, ale początek. Że ziści się nasz sen o victorii…

Coś się kończy…

Coś się zaczyna…


%d blogerów lubi to: