Dzień Świstaka

7 lipca, 2008

metro

Powtarzający się bez końca i końca dzień, który przeżywamy wciąż od nowa, każdego kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca, bez szans na przerwanie tej monotonii i rutyny dnia powszedniego brzmi jak koszmar. Ludzie, budynki, które widzieliśmy już dziesiątki razy, które oglądamy dzisiaj i zdajemy sobie sprawę, iż widywać je będziemy jutro, pojutrze i każdego kolejnego dnia.
Niestety, taka monotonia i zaklęty krąg czynności i zdarzeń, dotyka każdego z nas do tego stopnia, że tytuł słynnego filmu, opowiadającego historię egocentryka Connorsa schwytanego w pułapkę identycznych dni, mających miejsce w Dniu Świstaka (obchodzonego uroczyście w Punxsutawney w Pensylwanii, gdyż mieszkańcy wierzą w jego zdolność przewidywania pogody), stał się już wyrażeniem potocznym. Connors po pierwszym okresie frustracji i poczucia zniechęcenia, potrafił tę świadomość powtarzających się zdarzeń wykorzystać, zaczął doceniać to, co ma, nauczył się dostrzegać innych ludzi, otoczenie.
Niestety, w większości biernie akceptujemy tę szarą rzeczywistość, otaczającą nas każdego dnia, nie próbując jej zmienić, zachowując się jak więźniowie miejsca i czasu:

„Ludzie w budzie beznamiętny krok,
za rokiem rok,
na ziemi jak uwięzieni.”

Wtapiamy się w tłum smutnych ludzi, wędrujących szarymi ulicami, niczym mrówki drepczącymi do miejsca przeznaczenia, obojętnymi na otaczający nas tłum podobnych nam ludzi. Ludzi, śpieszących do pracy, z rzadka budzących się, gdy zostaną potrąceni, reagujący krótkim przepraszam i powracający myślami do swych spraw.

Każdy taszcze swoja szara twarz,
na pamięć zna
co będzie dalej,
co będzie dalej.

Nawet zdając sobie sprawę z tego jak bardzo życie nasze ów dzień świstaka przypomina, wiedząc, że każdy kolejny dzień będzie taki sam jak poprzedni, nie możemy wyzwolić się z rutyny codzienności: pracy, szkoły, uczelni… Wyznaczających rytm naszego dnia, naszego życia. Stopniowo przyzwyczajamy się do sytuacji, dajemy wtloczyć w machinę życia wielkiego miasta, stając się nie jednostką, ale malutkim trybikiem w wielkiej machinie, która wysysa z nas siły życiowe, która w każdej chwili może nas zniszczyć i zastąpić nowym trybikiem, odrzucając nas jak dziecko popsutą lalkę. Niepewni swojego losu. Zarazem pewni, iż nasze życie będzie składało się z kolejnych takich samych dni, identycznych niczym takie same koraliki nanizane na nitkę naszego żywota, które jakiś demiurg przesuwa codziennie jak paciorki różańca.
Pisząc te słowa wiem, że jutro będzie kolejny dzień taki sam jak dziś. Dzień Świstaka. Czy ta świadomość jest już krokiem naprzód, szansą wyzwolenia się, przerwania zaklętego kręgu niemocy ? Nie wiem.

Jaki sens ma wszystko,
Jak nie stracić zmysłów,
Jaka będzie przyszłość,
dokąd płynie czas?


%d blogerów lubi to: