Mądrość…

Lipiec 23, 2008

Nie rozmawiać z człowiekiem, którego można by przekonać, to zmarnować człowieka; rozmawiać z tymi, którzy nie dają się przekonać, to marnować słowa. Ten, kto jest naprawdę mądry, nigdy nie zmarnuje człowieka, ale też nie będzie marnować słów.

Konfucjusz

Reklamy

Nagie anioły opętały nas … , czyli seks nie tylko w wielkim mieście.

Lipiec 21, 2008

fallen angel

Otworzysz oczy i wiesz co światem teraz rządzi,

Nagie anioły opętały nas i nie ma dokąd biec…

Pigułka antykoncepcyjna śmiało może pretendować do miana wynalazku, który zmienił oblicze ludzkości. Rewolucja seksualna jaka nastąpiła wraz z uwolnieniem kobiet żyjących na przełomie lat 60. i 70. z tyranii rodzicielstwa (której jako żywo część niewiast poddaje się z zapałem, ale dzisiaj nie o tym), przyniosła ze sobą zmiany, dzięki którym możemy łatwiej wybrać taki sposób życia, jak nam odpowiada.

Rewolucja seksualna i przemiany ustrojowe przyniosły nam w prezencie społeczeństwo nowoczesne, czy jak chcą niektórzy ponowoczesne. Skrywane do tej pory wstydliwie sekrety alkowy, wyciągnięto na światło dzienne, uczyniono tematem czasopism, piosenek filmów. Współżycie zostało uwolnione przynajmniej w znacznym stopniu od ponurego widma grzechu. Nasze babcie usłyszały po 15 wiekach, że one też mają prawo do orgazmu i kolejne pokolenia skwapliwie owe zdobycze nowoczesności wykorzystują.

Zachłyśniecie się seksem spowodowało jego przemitologizowanie i na dobrą sprawę obecnie seks jest nie tylko motorem napędowym wszystkiego czego się da, ale i wyścigiem po orgazm. Na dobrą sprawę nie da się zobaczyć reklamy, która nie wykorzystywałaby skojarzeń z erotyką lub nagiego ciała do promowania. Nie ma filmu czy książki, w których gorąca scena miłosna nie podgrzewałaby atmosfery. Wychowane na podobnych filmidłach lub książkach z gatunku harlequin, gdzie co chwila spotykamy opisy jak to bohaterowie kochali się całą noc lub sceny niesamowitej ekstazy, społeczeństwo żyje w złudnym przeświadczeniu, że tak właśnie powinien wyglądać i ich akt seksualny. Kobiety popadają w kompleksy, że ich brzuch nie jest idealnie płaski a biodra wąskie i krągłe, tak jak owych zmysłowych kochanek i katują się ćwiczeniami i dietami, by chociaż w części zbliżyć się do ideału, wierząc, że w ten sposób i ich życie zacznie przypominać to z powieści. Mężczyźni szczęśliwie rzadziej sięgają po tego typu utwory, ale i oni próbują dorównać ideałom, zwykle podpatrzonym w filmach xxx ;-), gdzie obdarzeni gigantycznym przyrodzeniem panowie niestrudzenie zaspokajają swoje partnerki. Rodzą się problemy, a przecież nie o to chodziło. Chodziło o to aby oddemonizować seks, aby stał się naturalnym elementem naszego życia. Sposobem okazywania wzajemnej bliskości, oddania a nie mityngiem lekkoatletycznym, kto szybciej, dalej, więcej.

A czternastki to się wstydzą wianka (…)
Jak nie wierzysz,
To poszukaj na ulicy nie użyczysz w tym wieku prawie żadnej dziewicy.

Szczególnie cierpią na tym nastolatki, które pod wpływem lektury kolorowych pisemek, wyobrażają sobie, że koniecznie i jak najszybciej muszą stracić dziewictwo i wejść w świat dorosłych. Które w imię źle pojmowanej miłości decydują się na ten krok, traktując to jako „dowód miłości” lub coraz częściej oddają się byle gdzie, w czasie imprezy przygodnemu chłopakowi albo traktują swoje ciało jako narzędzie szybkiego i „łatwego” sposobu zarobienia pieniędzy, zdobycia modnych ciuchów by dorównać zamożniejszym koleżankom, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, iż wkrótce będą całkowicie wypalone lub chwilowy sposób zarobku stanie się ich życiem, życiem niełatwym, bo tylko nieliczne będą potrafiły wydostać się z tego błędnego koła.

To takie dziwne, że przy obecnej niechęci do stawania się dorosłymi, przy mnożących się „wiecznych chłopcach”, co to z czarującym uśmiechem zapewniają, że mają jeszcze czas dorosnąć, podstarzałych trzydziestoletnich pokemonach biegających w ledwo zakrywających pupę mini spódniczkach, nastolatki tak szybko próbują wejść w dorosłość, nie widząc na przykładzie chociażby starszego rodzeństwa, że nie ma się do czego śpieszyć. I przerażające, że nie chcą uczyć się na przykładzie tego, co widzą chociażby w filmach, że tak łatwo stracić kontrolę nad własnym życiem.

I nie mów mi byle z kim, byle szybko, byle gdzie,
Tak nie spełni się Twój wymarzony sen.

Zastanawiające jest dlaczego tak szybko próbujemy wejść w źle pojmowaną dorosłość, niszczymy własne dzieciństwo. I nie, nie chcę tu wejść w rolę starszej pani utyskującą na „tą paskudną współczesną młodzież”. Za moich czasów było dokładnie tak samo. Kiedy ja kończyłam pierwszą klasę liceum trzy moje koleżanki urodziły właśnie swoje pierwsze dzieci. Dlaczego one a nie ja ? Wychowywałyśmy się razem, tak samo grałyśmy w gumę, szalałyśmy za Backstreet Boys i The Kelly Family i czytałyśmy z wypiekami na twarzy Bravo i inne gazetki, gdzie pisano o seksie i pierwszym razie i zapewne tak samo byłyśmy ciekawe „jak to jest”.

Nie wiem. Może dlatego, że one straciły kontrolę nad tym co robią, nie potrafiły spojrzeć w przyszłość, zastanowić się czy warto dla kilku chwil rozkoszy poświęcać życie. Seks jest dla nas, dla przyjemności, ale po to pół wieku temu kobiety walczyły o swobodę, abyśmy teraz my potrafiły z niej korzystać i aby to, co ma być przyjemnością, nie stało się dla nas równią pochyłą, po której stoczymy się i nie będziemy umiały podnieść. Przede wszystkim trzeba samemu się szanować, tak aby nie pozostał jakiś niesmak do samego siebie.


Poznanie…

Lipiec 14, 2008

Życie każdego człowieka jest drogą ku samemu sobie, próbą znalezienia drogi, zaznaczenia ścieżki. Żaden człowiek nie był nigdy w pełni samym sobą, lecz mimo to każdy ku temu dąży, jeden w mroku, inny w światłości, jak kto umie.

Ach, wiem to dzisiaj: nic na świecie nie jest dla człowieka bardziej przykre, niż iść drogą, która wiedzie go ku niemu samemu! Wiele istnieje dróg, przy pomocy których Bóg otoczyć nas może samotnością i przywieść ku nam samym.

Rzeczy, które widzimy […] to te same rzeczy, które istnieją w nas. I nie ma żadnej innej rzeczywistości prócz tej, jaką mamy w sobie. Dlatego też większość ludzi żyje tak nierealnie, ponieważ zewnętrzne obrazy uważają za rzeczywistość, a swego własnego świata wcale nie dopuszczają do głosu. Można być wtedy nawet szczęśliwym. Lecz z chwilą, gdy pozna się już raz tamto, inne, nie ma się już wyboru i nie może iść drogą, którą obiera większość. Sinclairze, droga owej większości jest łatwa, a nasza trudna. Chodźmy!

Hermann HesseDemian


Dzień Świstaka

Lipiec 7, 2008

metro

Powtarzający się bez końca i końca dzień, który przeżywamy wciąż od nowa, każdego kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca, bez szans na przerwanie tej monotonii i rutyny dnia powszedniego brzmi jak koszmar. Ludzie, budynki, które widzieliśmy już dziesiątki razy, które oglądamy dzisiaj i zdajemy sobie sprawę, iż widywać je będziemy jutro, pojutrze i każdego kolejnego dnia.
Niestety, taka monotonia i zaklęty krąg czynności i zdarzeń, dotyka każdego z nas do tego stopnia, że tytuł słynnego filmu, opowiadającego historię egocentryka Connorsa schwytanego w pułapkę identycznych dni, mających miejsce w Dniu Świstaka (obchodzonego uroczyście w Punxsutawney w Pensylwanii, gdyż mieszkańcy wierzą w jego zdolność przewidywania pogody), stał się już wyrażeniem potocznym. Connors po pierwszym okresie frustracji i poczucia zniechęcenia, potrafił tę świadomość powtarzających się zdarzeń wykorzystać, zaczął doceniać to, co ma, nauczył się dostrzegać innych ludzi, otoczenie.
Niestety, w większości biernie akceptujemy tę szarą rzeczywistość, otaczającą nas każdego dnia, nie próbując jej zmienić, zachowując się jak więźniowie miejsca i czasu:

„Ludzie w budzie beznamiętny krok,
za rokiem rok,
na ziemi jak uwięzieni.”

Wtapiamy się w tłum smutnych ludzi, wędrujących szarymi ulicami, niczym mrówki drepczącymi do miejsca przeznaczenia, obojętnymi na otaczający nas tłum podobnych nam ludzi. Ludzi, śpieszących do pracy, z rzadka budzących się, gdy zostaną potrąceni, reagujący krótkim przepraszam i powracający myślami do swych spraw.

Każdy taszcze swoja szara twarz,
na pamięć zna
co będzie dalej,
co będzie dalej.

Nawet zdając sobie sprawę z tego jak bardzo życie nasze ów dzień świstaka przypomina, wiedząc, że każdy kolejny dzień będzie taki sam jak poprzedni, nie możemy wyzwolić się z rutyny codzienności: pracy, szkoły, uczelni… Wyznaczających rytm naszego dnia, naszego życia. Stopniowo przyzwyczajamy się do sytuacji, dajemy wtloczyć w machinę życia wielkiego miasta, stając się nie jednostką, ale malutkim trybikiem w wielkiej machinie, która wysysa z nas siły życiowe, która w każdej chwili może nas zniszczyć i zastąpić nowym trybikiem, odrzucając nas jak dziecko popsutą lalkę. Niepewni swojego losu. Zarazem pewni, iż nasze życie będzie składało się z kolejnych takich samych dni, identycznych niczym takie same koraliki nanizane na nitkę naszego żywota, które jakiś demiurg przesuwa codziennie jak paciorki różańca.
Pisząc te słowa wiem, że jutro będzie kolejny dzień taki sam jak dziś. Dzień Świstaka. Czy ta świadomość jest już krokiem naprzód, szansą wyzwolenia się, przerwania zaklętego kręgu niemocy ? Nie wiem.

Jaki sens ma wszystko,
Jak nie stracić zmysłów,
Jaka będzie przyszłość,
dokąd płynie czas?


Polaku lecz się sam!

Lipiec 3, 2008

lekarz

– Polaku lecz się sam!- Zakrzyknąłby na wzór biblijny niejeden cudzoziemiec, w którego kraju służba zdrowia nieco mniej przypomina bieganie od Annasza do Kajfasza, „Szlachetne zdrowie! i tak dalej ” zawołałby inny wzorem Mistrza Jana lub wyrażając się nieco mniej literacko a bardziej dosadnie, acz jeszcze nie wulgarnie: „Co za cyrk! „.

Obdarzeni szczęściem niezmiernym w postaci Narodowego Funduszu Zdrowia staliśmy się ofiarami systemu, w którym nigdy nie wiadomo co, gdzie i czy na pewno przysługuje nam do wyleczenia za darmo. Źle, nie za darmo. Za pieniądze zdzierane z każdej pensji, pomimo czego i tak się okazuje, że za wizytę u lekarza musisz zapłacić, bo z twoich pieniędzy został zakupiony cudownej piękności papier toaletowy dla pracowników służby zdrowia albo jakąś równie szalenie-przydatną-i-niezbędną-rzecz, np. nowy budynek, bo stary był za mało okazały.

Gdybyś jeszcze wiedział na pewno o owych przeszkodach wszystko byłoby łatwiejsze, nie wikłając się w subtelności, poszedłbyś do prywatnej przychodni i wydarłszy z kieszeni ciężko zarobione pieniądze dostałbyś co chciał, łatwo, prosto i przyjemnie. Ale nie! Otóż płacisz i masz bezpłatną służbę zdrowia! Naprawdę! Taką opiekę stomatologiczną, np. No jak nie masz jak masz?! Możesz ZA DARMO wyleczyć całe 12 zębów, od jedynek do trójek i to i górnych i dolnych. Niby po co ci więcej ? Nie widać! Do specjalisty też możesz iść za darmo! Wystarczy, że w styczniu zarejestrujesz się, przewidując wszystkie choroby możliwe i prawdopodobne, możliwe do zaistnienia, niemożliwe do zaistnienia, ale na wszelki wypadek dołożysz, wypadki losowe, katastrofy komunikacyjne i jeszcze kilka opcji, wedle fantazji własnej i już! No, bo przecież nie będziesz wymagał, że jak cię zacznie boleć taka nerka w poniedziałek to w tym tygodniu jeszcze chciałbyś się dowiedzieć co to. A jak to przejściowe ? Ha! Albo co gorsza efekt przemarznięcia ? A ty byś chciał zawracać głowę lekarzowi. Akurat, poczekasz tych kilka miesięcy, a nuż samo przejdzie ? To nie jest wbrew pozorom niemożliwe. Tym niemniej… W rozgrywce pacjent vs. NFZ nieodmiennie zwycięża ten drugi. Z bardzo prostego powodu. Biedny znękany dolegliwością pacjent nie ma sił na użeranie się z urzędnikami, recepcjonistkami, itd., a po wyzdrowieniu musi nadrabiać zaległości w pracy i nie ma czasu na „niewinne rozrywki” ;-). Jak zatem walczyć o swoje, kiedy nawet nie wiadomo ile z tego tortu jest moje i gdzie się o stosowną porcję upominać (Zwycięstwo z machiną biurokratyczną próbowali odnieść jedynie bohaterowie Kafki i niekoniecznie na dobre im to wychodziło, nie upierałam się więc przy swoim nadmiernie).

Nic więc dziwnego, że człowiek, który ma się narazić na przedzieranie przez owe wądoły i zasieki, grubo omotane drutem kolczastym i straszące co krok wystawianymi rachunkami, od widoku sum, na których wielu zdecydowanie wolałoby uroczego kościotrupka w szafie a nawet i denata drugiej świeżości. Niestety, wyboru nikt nam nie dał i skoro na skorpiona ani nawet na malutkiego boa nie mamy co liczyć, trzeba zatem brnąć dalej w to bagienko, nazywane dalej szumnie polską służbą zdrowia. (Oczywiście najpierw wykorzystując wszystkie zasoby leków bez recepty i wszelakie sposoby znane medycynie ludowej z zamawianiem włącznie.)

Trafiwszy w końcu pod gabinet, po ciągnącej się w nieskończoność procedurze rejestracji (zwłaszcza jeśli nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności zdarzy ci się zachorować nie dość, że nie we własnym mieście to nawet nie we własnym województwie a do lekarza sprowadza cię ni mniej ni więcej tylko bezgłos, więc wymiana uprzejmości raczej nie jest możliwa 😉 o jakiejkolwiek komunikacji nie wspominając). Zapłaciwszy pomimo ubezpieczenia stosowny haracz (za co się pytam, za co ?) , zasiadasz wreszcie pod pokojem w błogim oczekiwaniu na nadejście upragnionego lekarza. I czekasz… czekasz… czekasz…

Pominąwszy litościwym milczeniem oczekiwanie na panią doktor, która spóźnia się bagatelka 25 min a potem bada 40 minut dwójkę dzieci (czy mi się zdaje, czy tyle to wyrostek wycinają ? ), zasiadasz wreszcie w gabinecie przed obliczem medyka, dramatycznym szeptem wydobywasz z siebie budzącą przerażenie informację, że nie możesz mówić, a pani doktor na to:

I to wszystko ?

Gdyby nie fakt, że już byłam niema to na takie dictum oniemiałabym z pewnością. Jeśli do tej pory udało ci się zachować resztki spokoju to jest to przysłowiowa kropla przepełniająca kielich goryczy. „I to wszystko ?” Grrr! Żadna normalna jednostka ludzka, która nie przeżyła bezgłosu nie wie nawet jak szalenie irytująca jest to przypadłość, zwłaszcza dla niewiasty, co to do milkliwych nie należy. Nie możesz normalnie pracować, nawet głupiego dziękuję odpowiedzieć, a ona się pyta czy to wszystko? . Koniec końców oglądnięta ze wszystkich stron (w jaki sposób badanie brzucha może mieć coś wspólnego z krtanią nie mam pojęcia a spytać nie bardzo mogłam ) dostałam antybiotyk i mogłam się udać do domku zdrowieć. Zahaczywszy jeszcze o aptekę, gdzie, żeby nie było, królowała klimatyzacja, co najmniej w 1/3 odpowiedzialna za mój stan. Ale i tak dziękowałam w duchu wszystkim siłom wyższym, które jeszcze się nie zniechęciły do niesfornej podopiecznej, że nie trafiłam na kolejną istotę ludzką, której misją życiową jest niesienie dobra światu i która z uporem godnym lepszej sprawy, dopytywała mnie biednej, goniącej resztką głosu, czy wolę lekarstwo w tabletkach czy rozpuszczalne, a szałwię z herbapolu czy niekoniecznie. Uciekłszy spod klimatyzacji, wróciłam do domu i w błogim poczuciu odniesienia cienia śladu zwycięstwa nad naszą służbą zdrowia, wykończona udałam się spać.

Koniec.

Mam nadzieję!


%d blogerów lubi to: