Alone in a big city

Alone

„Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny.” E. Hemingway

Ci, którzy całe życie mieszkali z kimś, z rodzeństwem, rodzicami, z utęsknieniem wyczekują rzadkich chwil samotności, kiedy nikogo nie ma i zostają wreszcie sami z własnymi myślami. Kiedy udaje im się usamodzielnić, kiedy już mieszkają w końcu sami, przypominają trochę dzieci skaczące po łóżku rodziców, kiedy ich nie ma i wyjadające smakołyki, pochowane w szufladzie.Wkrótce jednak urok swobody się kończy. Bezmyślnie snujesz się z kąta w kat, próbując zająć się czymś aby czas szybciej zleciał. Bierzesz coś, by za chwilę odrzucić i złapać coś innego. Nie możesz znaleźć sobie miejsca. Miotasz się. Samodzielność, swoboda, wolność tak bardzo wyczekiwane nie cieszą tak, jak się tego spodziewaliśmy. Mają dziwny, gorzki posmak. Samodzielność to nie tylko wolność, to odpowiedzialność i… samotność.

Jak wiele innych marzeń, także i sen małej dziewczynki z małego miasteczka nie spełnił się. Życie w wielkim mieście nie przypomina bajki. Nie przypomina nawet tego z telewizji – tętniącego życiem i radością miasta, zagarniającego cię, włączającego w jakiś oszalały, nigdy niekończący się, półprzytomny wir zabawy i rozrywki. Nigdy nie jesteś tak naprawdę sama, ale tym bardziej dokucza ci samotność. Samotność wśród ludzi.

Z daleka od przyjaciół, rodziny, wszystkiego co znasz, lubisz, co daje ci poczucie bezpieczeństwa czujesz się jak leśna roślinka przesadzona nagle na miejski skwerek, dusząca się od spalin, smrodu. Taka inna od pyszniących się dumnie nieopodal róż i bratków. Taka słaba. Kwiat, który nie ma szans przetrwać, bo rośliny nie rosną na miejskim bruku.

Samotność w wielkim mieście chyba najbardziej doskwierająca jest w weekend. Ten weekend, o którym marzymy przez cały długi tydzień pracy, w czasie którego łudzimy się, że przyjdzie weekend i coś się zmieni. Weekend, na który czekamy, a który wcale nie przynosi nam wytchnienia a jedynie zwiększa poczucie samotności, boleśnie przypominając ci, że otaczają cię obcy ludzie, którym na tobie w ogóle nie zależy. .

Najgorsza jest ta dojmująca, świdrująca w uszach cisza, przerywana niekiedy przez echo twych własnych słów, odbijających się od ścian w pustym mieszkaniu. Włączasz muzykę, jakiś film… Aby tylko zagłuszyć tę ciszę ! Tę ciszę, która natrętnie wpycha ci się do głowy. Cisza jest bolesna… Bardziej bolesna niż myślisz. Otacza cię wszechogarniająca pustka.

Żyjesz w mieście, w którym możesz absolutnie wszystko, masz pod ręką każdy dowolny sposób spędzenia wolnego czasu. Tylko co z tego ? Wystawa, teatr, kino… Aż proszą się o wymianę zdań, dyskusję, podzielenie się wrażeniami. Zawsze to możesz opisać, na blogu, na forum, ale… Czy to nie z samotności powstały wszystkie najwybitniejsze dzieła literackie? Coraz bardziej to rozumiem. Jeśli bowiem nie możemy się swoimi myślami podzielić z kimś, to próbujemy je chociaż przelać na papier. Wyrzucić z siebie natłok myśli i wrażeń, zrzucić z serca ciężar, wyżalić się, nawet sam przed sobą. Zapewne dlatego tak wiele powstaje obecnie blogów, zastępujących tradycyjny pamiętnik, w którym zapisywało się smutki i smuteczki, wylewając łzy, rozważając co zrobić, jak postąpić. Blog to swoiste katharsis, gdyż wiesz, że to nie zostaje tylko dla ciebie. Piszesz z nadzieją, że ktoś to przeczyta, zrozumie, pomoże… Złudną nadzieją, tlącą się gdzieś na dnie podświadomości, ale jednak obecną.Paweł powiedział mi wczoraj: narzekanie jest jak modlitwa, gadasz, ale nikt cię nie słyszy. Mądrze, bo tak naprawdę jesteśmy pozostawieni samym sobie i nasze sygnały, wysyłane rozpaczliwie do ludzi, odbijają się o mur obojętności, i tak możemy liczyć tylko na siebie.

„Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny.”, napisał Hemingway. Nie ma osoby tak twardej, tak silnej, która umiałaby udźwignąć cały ciężar swojej egzystencji. Która nie potrzebowałaby pomocnej dłoni, przysłowiowej kamizelki, w którą mogłaby szlochać, aby później z nowymi siłami dalej walczyć o swoje kruche życie. Samotność w wielkim mieście… Komu wyżalić się, gdy wokół widzisz tylko puste ściany i mur obojętności, niczym wieżowce, górujące nad okolicą, otaczający cię z każdej strony, dławiący i tłamszący. Jak krzyczeć, gdy nikt nie słyszy twego wołania przez ciszę, tonącego gdzieś w hałasie ulicy.

Alone in the big city.

Wołam przez ciszę.

Reklamy

16 Responses to Alone in a big city

  1. Kali pisze:

    Zgodziłabym się chyba ze wszystkim co piszesz:) szczególnie ze zdaniem
    „nasze sygnały, wysyłane rozpaczliwie do ludzi, odbijają się o mur obojętności, i tak możemy liczyć tylko na siebie.” Dlatego najlepiej jest nie narzekać bo to najczęściej nic to nie daje, każdy ma swoje problemy a czasem nawet większe niż my sami…
    Jednak pocieszające jest to ze ma się rodzinę na która można liczyć i zawsze do nich wrócić bo czasem na prawdziwych przyjaciół nie trafia się przez całe życie.
    Podoba mi się twój tekst bo przypomina mi trochę styl S. Kinga. Właśnie czytam „Miasteczko Salem”;)

  2. Ladia pisze:

    A ja się nie do końca zgodzę z twoimi wnioskami.
    Sami jesteśmy odpowiedzialni za swoją samotność.
    Jeśli ktokolwiek z nas jest samotny to z własnej winy, nie czyjejś, nie dlatego że wyprowadziliśmy się od rodziny do innego miasta. Jeśli ktoś wie czego chce od życia, wie gdzie szukać, dokąd iść, nie będzie samotny.
    Zauważ moja droga, że to iż mieszkamy z rodziną, w rodzinnym mieście, gdzie dorastaliśmy i gdzie mieliśmy przyjaciół, nie jest wyznacznikiem tego, że wtedy nie jestesmy samotni. Żyjąc w np. rodzinie patologicznej jesteśmy samotni przez cały okres bytności z nią, i często DOPIERO wyprowadzka z tego domu, daje nam życie, samodzielność i nowych ludzi, nowe doznania.
    „(…)Bezmyślnie snujesz się z kąta w kat, próbując zająć się czymś aby czas szybciej zleciał. Bierzesz coś, by za chwilę odrzucić i złapać coś innego. Nie możesz znaleźć sobie miejsca. Miotasz się. Samodzielność, swoboda, wolność tak bardzo wyczekiwane nie cieszą tak, jak się tego spodziewaliśmy. Mają dziwny, gorzki posmak. Samodzielność to nie tylko wolność, to odpowiedzialność i… samotność.(…)
    Często zostaję w domu sama, dzięki bogu i wcale nie brakuje mi tego że nie ma wtedy przy mnie mojej rodziny, nie snuję się z kąta w kąt, wiem co chcę robić w takie dni i nie miotam się.. bo nie tęsknię za nimi. Nie możesz aż tak generalizować, bo samodzielność to wolność, odpowiedzialność, nowe życie i nowe doznania. Nie samotność, samotni są tylko ludzie niedojrzali.
    Swoim tekstem zaprzeczasz jakimkolwiek przyjaźniom, które są utrzymywane na odległość i bardzo dobrze się mają. Musimy zrozumieć, że przyjaciel to nie jest osoba, która rzuci ot tak wszystko byleby nam pomóc kiedy tego nagle potrzebujemy. Ten człowiek też ma swoje życie, swój dom, rodzinę, innych znajomych, pracę. Nie jestesmy dla tej osoby pępkiem świata ani planetą w okół której ta osoba po orbicie krąży. Przyjaciel to jest osoba, która słuchają słyszy, która pomoże, która wesprze..prawdziwy przyjaciel nie rzuca wszystkiego dla nas, przyjaciel daje dużo z siebie by nam pomóc..ale zastanówmy się co my dajemy tej drugiej stronie. Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy jeśli on/ona piszą nam nagle smsa typu „boże jest mi tak źle mam wszystkiego dosyć” rzucilibyśmy wszystko, wykonywane zajęcia, pracę, dzieci, spotkanie z szefem etc. tylko dlatego by się dowiedzieć o co chodzi? Wątpię. Jakim prawem więc wymagamy tego od drugiej strony?
    Więc reasumując, samotność to tylko i wyłącznie nasz wybór.

  3. Kuba pisze:

    Jakiś przejmujący pesymizm bije z tego wpisu…

    Uwielbiałem ongiś anonimowość Lublina,
    a potem powroty do miejsc,
    gdzie na stole dymi
    świeżo zaparzona herbata.
    Ludzie, z którymi można
    nawet się pokłocić

    Każda rozmowa zawsze jest wartością
    Nicią pajęczą, marną nadzieją naszą przetykaną
    Są obok ludzie także tak samotni
    w barach i na przystankach
    tu w murach uczelni

    Rozmawiają tylko z panią w bibliotece,
    bileterem w kinie
    ekspedientką w sklepie

    Literatura może powstawać w radości
    w miękkim łożu z osobą, która leży obok
    może być wierszydłem na cześć twego męża
    chłopaka, człowieka, co dłoń swą wyciąga

    Modlitwa do nikogo to nie jest modlitwa
    Bóg jest i istnieje, On ludzi przysyła
    Daje nadzieję, że coś się nam uda
    że warto trud podjąć w bezsensie, chaosie

    Mądrze rzecze Hemingway:
    mógłbym z wami mówić
    o wartości przyjażni,
    o Księciu i Róży,
    tej Jednej, jedynej,
    ( na planecie czeka)

    Wiesz, o czym ja piszę
    „Nikt nie jest samotny
    choćby żył samotnie
    choćby nawet widział studnię,
    co bez dna”

  4. ksv pisze:

    A ja się zgodzę :> Szczególnie z fragmentem o potrzebie „zagłuszania ciszy”. Jeśli się mieszka w bloku, to jest nieco łatwiej, bo słychać choćby sąsiadów za ścianą. W pustym domu natomiast cisza potrafi zgnieść człowieka.
    Szczerze mówiąc z tym wielkim miastem to już tak jest, że ludzie są dla siebie obcy. A szczególnie w Polsce, gdzie życie zamiera po 20 – nie jesteśmy zbyt towarzyscy.

  5. beetweenblankpages pisze:

    @ Ladia

    „Swoim tekstem zaprzeczasz jakimkolwiek przyjaźniom, które są utrzymywane na odległość i bardzo dobrze się mają. Musimy zrozumieć, że przyjaciel to nie jest osoba, która rzuci ot tak wszystko byleby nam pomóc kiedy tego nagle potrzebujemy. Ten człowiek też ma swoje życie, swój dom, rodzinę, innych znajomych, pracę. Nie jestesmy dla tej osoby pępkiem świata ani planetą w okół której ta osoba po orbicie krąży. Przyjaciel to jest osoba, która słuchają słyszy, która pomoże, która wesprze..prawdziwy przyjaciel nie rzuca wszystkiego dla nas, przyjaciel „

    Wiesz… tylko czym innym jest jesli mieszkasz w tym mieście całe życie a czym innym jesli sprowadzasz się do obcego miasta, gdzie nikogo nie znasz. Pomyśl sobie, ze nagla znalazłaś się o 200 km od rodziny, domu, przyjaciół… Nie jest to łatwe.
    Tu nie chodzi o wymagania wobec przyjaciół, raczej o to, że przyjaciele zostali daleko a ty musisz sobie nagle poradzić w obcej rzeczywistości.

  6. Aneta pisze:

    A ja wiem o czym piszesz.Sama jestem w takiej sytuacji (mieszkam w UK ) z dala od przyjaciol i rodziny. I w 100% sie z Toba zgadzam.

  7. Olunia,Toronto pisze:

    musze do Ciebie czesciej zagladac:) bardzo dojrzały blog.
    Zgadzam sie z kazdym Twoim slowem.
    Sama jestem z dala od domu, rodziny, przyjaciol….zupelnie na innym kontynencie…kazdego dnia patrze sie w niebo i sie zastanawiam jakie niebo jest w Polsce, w moich rodzinnych stronach…boli…
    Doroslosc..kazdy z nas do niej dazy a kiedy ona juz nadchodzi, tesknimy za dziecinstwem, beztroskimi latami nauki i naszymi dawnymi problemami.
    Budzisz sie w nocy i czujesz pustke,nie chodzi tutaj o milosc, ukochana osobe ale o to, ze jestes wsrod tlumu a on zyje wlasnym zyciem.
    Nie mam tutaj zadnych blizszych znajomych- tylko ukochana osobe, ale ona mi ich nie jest w stanie zastapic. Na tej plaszczyznie dochodzi do wielu nieporozumien miedzy nami.Jestem wsrod tlumu- mam kolezanki z pracy, szkoly…a jednak kazdy zyje swoim zyciem- moze wynika to z odrebnosci kulturowej?Nie znam tu zadnych Polakow..a w szkole same Chinki , Hinduski..teskni sie za swoimi:)Tu nie chodzi o to, ze z nami jest cos nie tak, ze nie umiemy nawiazc kontaktow spolecznych z innymi ludzmi. Mysle, ze wraz z dorosloscia zmieniaja sie nasze problemy, priorytety, nie jest łatwo wystartowac w doroslosc kiedy sytuacja w Polsce jest taka , jaka jest.Ludzie po prostu nie maja czasu dla drugiego czlowieka skoro ten czas moga przeciez poswiecic pracy i miec z tego wymierne materialne korzyści..
    Wydaje mi sie , ze jestes bardzo wrażliwą osoba i chwała Tobie za to:) krzyczysz wsod tłumu, bo nie zgadzasz sie na rzeczywistosc, ktora Ciebie otacza…heh..a najgorsze, ze zadne slowa pocieszenia czy tez wsparcia nie podniosa Ciebie na duchu, bo to tylko slowa…a dusza przeciez i tak czuje swoje….
    Zostaje mi tylko zyczyc Tobie zebys jakos sie trzymała i nosek do gory:)
    Tak jak powiedziałam- bardzo madry blog – taka perełka wsrod tysiecy innych blogow o niczym.Dodaje Cie do ulubionych i z niecierpliwoscia czekam na kolejna notke.

  8. Martinez pisze:

    Witam!

    Zgadzam się w bardzo dużej mierze z Twoimi tezami. Sam byłem dwukrotnie daleko od domu i przyjaciół, a nawet kraju, i widzę siebie w tym co piszesz. Przejście okresu aklimatyzacji dla jednego jest łatwe, dla innego to istna Gehenna. Z tego rodzą się dołki, doły i poważne depresje. Z drugiej strony, kiedy już „złapiesz kontakt” z ludźmi tu i teraz, wszystko z powrotem nabiera kolorów i leśna roślinka przesadzona na miejski skwer pomału poczuje się na nim, jak w domu. Nie zawsze domu idealnym, ale domu. To nie miejsca i przedmioty go tworzą, ale ludzie. Wyjdź do nich, uśmiechnij się do świata i rozkwitaj leśna roślinko! 🙂

  9. Wolf pisze:

    Sama prawda w tym tekście jest zawarta. Nie jest łatwo odnaleźć się w obcym środowisku, wśród samych obcych ludzi. Nie ma na to gotowej recepty, ponieważ każdy jest inny i ma inne potrzeby, odczucia. Każdy ma też indywidualne wyobrażenie o otaczającym go świecie, które nieraz pod wpływem takiej sytuacji musi legnąć w gruzach…

  10. Candy pisze:

    Piszesz, że łudzisz się, że ktoś zrozumie. A to akurat rozumiem. Co prawda nie samotność w wielkim mieście, bo mieszkanie z dala od rodziny i domowego ciepełka czeka mnie dopiero za rok to jednak znam ten ból, ponieważ najbliżsi przyjaciele wyjechali właśnie szukać szczęścia w dużych miastach… Czy znajdą? Życzę im tego, choć strasznie mi brak…

  11. ewela pisze:

    Przed chwilą weszłam na Twoją stronę i… prawdę mówiąc, Twoje słowa poruszyły mnie bardziej, niż kiedykolwiek mogłabym się przyznac, nawet przed samą sobą. Mam podobny problem, chociaż nie mieszkam w wielkim mieście. Rozumiem Twoją samotność wśród tłumów… często tego doświadczam. Co gorsza, czuję się tak czasem nawet wśród bliskich, nawet w towarzystwie ukochanej osoby. Nie zawsze można podzielić się swoimi myślami, lękami i uczuciami- przynajmniej ja- z prostej przyczyny- wiesz,że ta druga osoba tego nie zrozumie… I tak buduję wokół siebie mur. Na zewnątrz pełna radości, w środku wszystko się gotuje, ale i tak nie wydostanie się na zewnątrz. Bo i po co? Ja w przeciwieństwie do Ciebie cieszę się, kiedy zostaję sama.. Przynajmniej nie muszę udawać…

  12. beetweenblankpages pisze:

    Hej Ewela,

    nie wiem czy pamiętasz taką piosenkę Oddziału Zamkniętego „Gdyby nie ty”, tam padają słowa „samotny wśród ludzi, którzy myślą – on nigdy nie jest sam”. Wydaje mi się, że to jest Twoim problemem, to i nieumiejętność otworzenia się. Cóż… wszyscy mamy ten problem, ale… Przykro słyszeć, że nie umiesz szczerze porozmawiać z ukochaną osobą, bo to ona powinna być przede wszystkim Twym przyjacielem.

    Cieszysz się, że zostajesz sama ? Był taki okres kiedy i ja się cieszyłam, z ulgą zamykalam się w pokoju, z dala od rodziny, ciesząc się, że nikogo nie ma i mogę być wreszcie sama. Tutaj nie. Tutaj poznałam co to jest prawdziwa samotność, kiedy nie izolujesz się od bliskich, ale łakniesz każdej chwili towarzystwa. Trudno to zrozumieć, jeśli nie jesteś zdana całkowicie na siebie. „Samotność to taka straszna trwoga…”

  13. Rekson pisze:

    Czujesz sie samotna. To jest zrozumiale.
    Zycie (przeznaczenie, Bog, los) dalo ci jednak cos co ty nazywasz samotnoscia. Sprobuj spojzec na to cos z innego punktu widzenia, czym jest „mozliwosc do wykorzystania”.
    Wokol ciebie zyje wielu wartosciowych ludzi tylko nikt z nich nie ma tego na czole napisane. Nie pisze tego aby zbagatelizowac twoje uczucia. To co czujesz jest twoje i takie niech bedzie.
    Zawsze jest tak, ze po burzy przychodzi cisza.
    Zawsze jest i tak ze po okresie samotnosci przychodzi wytchnienie.
    (-)

  14. […] na dłużej nad lekturą wpisu o chłopaku na monocyklu czy bieszczadzkim aniele? Kogo obejdzie samotność małej dziewczynki w wielkim mieście ? Nielicznych, których z każdym rokiem będzie ubywać. Ale może to i lepiej, gdyż tylko pisząc […]

  15. […] i sprzecznych ze sobą decyzji, wywracając swoje całe życie do góry nogami. Było trudno, było pusto i samotnie, było niesamowicie, łzawo, różanie, zakopiańsko. Radość i rozpacz. Falowanie i spadanie, […]

  16. […] lat temu, gdy zaczynałam swoją pierwszą przygodę z bieganiem, traktując ją jako remedium na samotność w wielkim mieście i coraz mniej perspektywiczny związek, był październik, a pogoda była już co najmniej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: