Mężczyzna NIE od podstaw

Na Mężczyznę od podstaw „napaliłam się” już dobry rok temu, toteż gdy w końcu udało mi się zasiąść do lektury, nastawiona byłam na kawałek dobrej literatury, która przybliży nieco tajemniczą naturę mężczyzn. Zasiadłam do lektury, cierpliwie przebrnęłam wstęp pana, który pisał go chyba na podstawie informacji z wydawnictwa, z umiarkowanym zainteresowaniem poczytałam o szczegółach przemiany w mężczyznę, gdyż sama jako żywo nie mam zamiaru niczego podobnego próbować i… Doczekałam się w końcu konkretów, tj. opisu przeżyć z tych 18 miesięcy, kiedy udawała Neda i…. Rozczarowałam się strasznie.

Szumny opis ksiażki , zamieszczony na jej okładce, mówił, iż:

Jako obserwator z zewnątrz zdołała dostrzec rzeczy. których świadomość całkowicie zmienia potoczne wyobrażenia o męskim świecie. Jej książka. napisana dosadnie. ale z wyczuciem. reporterską przenikliwością. empatią i humorem. jest pełna wyrazistych sądów i wolna od stereotypów. To opowieść z pierwszej ręki o tym. jak trudno być prawdziwym mężczyzną. Dlaczego mężczyźni nie patrzą sobie w oczy? Co tak naprawdę oznacza męski uścisk dłoni? Czym w istocie jest męska przyjaźń? Norah-Ned przekracza granice płci i konfrontuje swoje obserwacje z kulturowymi wyobrażeniami na ten temat.

Cóż…Wziąwszy nawet poprawkę na to, że jest to literatura amerykańska, w dodatku dziennikarska i nie mająca ambicji naukowych, to przede wszystkim mam poczucie ogromnego niedosytu. Dlaczego ? Przede wszystkim Norah Vincent nie odrobiła najwyraźniej pracy domowej i przed przystąpieniem do przemiany nie zadała sobie trudu, aby poczytać o najprostszych procesach psychologicznych, chociażby mechanizmach obronnych osobowości. Wówczas nie zaskakiwałyby ją, tak oczywiste dla sporej części osób fakty, jak dystans emocjonalny, kompleksy związane z brakiem wzoru w ojcu, czy kompleksy związane z matką. Ten brak pogłębienia wiedzy wydaje mi się grzechem głównym zarówno samej książki, jak i Vincent. Nie do pomyślenia jest dla mnie to, że kobieta, która poświęciła 18 miesięcy swojego życia, aby wczuć się w rolę mężczyzny, która przypłaciła ten eksperyment załamaniem nerwowym, tak dalece nie umiała wykorzystać i zinterpretować zdobytej wiedzy. Jeśli nie przed eksperymentem to po. Relacja Vincent polega bowiem w głównej mierze na opisywaniu własnego strachu przed zdemaskowaniem, o co pretensji mieć do niej nie można, a także poznanych w czasie eksperymentu osób. Wszystko fajnie, tylko opisy te, nie są z całą pewnością opisami osoby, która jest wnikliwym obserwatorem innych, a już na pewno osoby, która dogłębnie poznała jakieś środowisko. Być może przyczyna leży w tym, że w każdym środowisku przebywała stosunkowo krótko, ale nie wydaje mi się by stanowiło to aż tak dużą przeszkodę.Vincent podeszła do tego chyba bardziej anegdotycznie niż analitycznie, gdyż kilka wniosków, mocno posledniej jakości rzuconych w zakończeniu nie satysfakcjonuje mnie w żadnej mierze.

Wnioski jej są zaś równie płytkie jak i sama ksiażka. Generalnie daje się wyczytać dwa główne: bycie mężczyzną nie oznacza otrzymania karty wstępu dla VIP-ów oraz bycie kobietą to przywilej. Sama nie wiem, który z tych wniosków jest jak dla mnie bardziej absurdalny. Zacznę od pierwszego. Współczucie dla mężczyzn, którzy nieustannie muszą potwierdzać swoją męskość i obawiają się, że są nie dosyć męscy, chyba ma soje źródło w tym, że Vincent jest lesbijką.Nie wynika to z uprzedzeń czy stereotypów, ale tylko kobieta, która nigdy nie czuła potrzeby potwierdzania przed osobą płci przeciwnej swojej kobiecości mogła coś takiego wymyślić. Kobiety heteroseksualne mają dokładnie te same obawy, których obecność u mężczyzn, budzi u niej tak wielkie współczucie. Musimy przecież być nieustannie piękne, zadbane, pachnące, idące dumnie ulicą w poczuciu promieniującej z nas kobiecości. Potrafiące zachować się w każdym towarzystwie, subtelnie flirtować, ująć mężczyznę (nie)kłamanym podziwem jego osoby, itd. Od mężczyzny połowy tego się nie wymaga i nawet siorbanie i mlaskanie jest im wybaczane znacznie łatwiej – wiadomo – facet ;).

Drugi wniosek, o ile to oczywiście możliwe, jest jeszcze bardziej absurdalny. Nie wiem od kiedy to bycie kobietą jest przywilejem, ale chętnie się dowiem, ba! chętnie się taką uprzywilejowaną istotą stanę. Wedle Vincent owym niesamowitym szczęściem jest to, że możemy bez skrępowania okazywać emocje. Można dodać do tego jeszcze ewentualnie otworzenie drzwi samochodu przez co bardziej wychowane jednostki, których liczba z każdym rokiem topnieje, podane płaszczyka i zapłacenie za kawę. Cóż… Na moje postrzeganie owego „przywileju” na pewno wpływ ma to, że nie żyjemy w tak wyzwolonym obyczajowo kraju jak USA. Trudno by kobieta wyzwolona jaką jest Vincent, głośno przyznająca się do swojego homoseksualizmu, czego tutaj uczynić by z taką swobodą nie uczyniła, rozumiała jak ironicznego zabarwienia nabiera owo słowo „przywilej” w takim zaścianku jaki mamy w Polsce. W którym jak w znanym dowcipie feministycznym:

-dlaczego mężczyzna otwiera kobiecie drzwi?

-Sama nie może, bo w obu rękach dźwiga siaty z zakupami

całuje się kobiety po rękach, a na co dzień tyra nimi jak wołami.

Nie wdając się jednak w rozważania feministyczne… Mężczyzna od podstaw nie jest książką złą, ale jest utworem o niewykorzystanym potencjale. Można ją przeczytać, można nawet od czasu do czasu znaleźć jakąś perełkę, ale wszystko to zdecydowanie za mało. Pozostaje niedosyt…

Reklamy

One Response to Mężczyzna NIE od podstaw

  1. IX_666 pisze:

    Pogratulować recenzji. Swoją drogą pani Vincent należało się za wyciągnięcie tych kilku groszy z mej studenckiej kieszeni. 😀 Streszczenie jest sformułowane z iście amerykańskim rozmachem (w podobnej formie utrzymana była notka z której się o tej książce dowiedziałem, bodajże w Przekroju) i eksponuje przede wszystkim godną cyrku maskaradę, chociaż sama autorka odżegnuje się od takich konotacji, starając się nas przekonać iż jej celem było coś głębszego niż publicity. Bardzo prawdopodobne, ale jak to stwierdzono w recenzji, dużo łatwiej byłoby uwierzyć w te zapewnienia gdyby szła za nimi większa rzeczowość treści.

    Porzucając teraz na moment biczowanie Norah V., pozwolę sobie przedyskutować wydobyte przez recenzentkę ‚absurdalne’ wnioski. Osobiście znalazłem ich nieco więcej, ale to nie moja recenzja, więc nie będę ich przywoływał. Te są tak czy inaczej zapewne najistotniejsze.

    O ile od zarania dziejów wiadomo że bycie kobietą wiąże się z mnogością obciążeń i niebezpieczeństw („Los kobiety jest zawsze ciężki” – mówi żona Blackthorne’a, Felicity w „Shogunie” Clavella) i jedyne co się zmienia (acz powoli) przez wieki to stopień, w jakim społeczeństwo jest skłonne tych obciążeń ujmować, to nie mogę się pozbyć wrażenia że kobietom nieodmiennie roi się iż jednak mężczyźni to taki klub VIPów. Co więcej w interesie samych mężczyzn leży tę fasadę podtrzymywać. Stwierdzić że się nie jest wśród VIPów równa się wyparciu się w oczach płci przeciwnej atrakcyjności, bo któż uwierzy że tajna loża nigdy nie istniała? Słusznie tedy moim zdaniem Vincent wyciąga ten wniosek na światło dzienne, gdyż burzy szkodliwy mit nie czyniąc przy tym żadnej jednostce krzywdy dźwigania takiego credo na swoich barkach. Nie chodzi tu o licytację o to, komu w życiu jest gorzej. Chodzi o to, abyśmy zrozumieli że obydwie płcie dławią w życiu różne kretyńskie konwenanse i normy postępowania.

    Co do tego że kobiety są uprzywilejowane w różnych sytuacjach nie mam wątpliwości. Nie mam jej także w stosunku do tego że w innych są mocno upośledzone. W mojej grupie studenckiej miałem dwie koleżanki, które na jednych zajęciach dostawały fory, a na innych były przybijane niewybrednymi komentarzami i innymi środkami (i to o dziwo nie tylko przez wykładowców płci męskiej). Kobietom jest w niektórych rzeczach łatwiej, w innych wręcz zaporowo trudno. Ogólnie zapewne mimo tego że mamy wiek XXI bilans wychodzi na ich niekorzyść, niemniej zdaje mi się niejaką przesadą ‚tyranie jak wołami’ – nie sądzę na przykład aby szanowna recenzentka co ranek nakładała sobie chomąto i orała sobą pole. 😉

    Wszystko co tu napisałem ma zastosowanie praktycznie tylko do tzw. krajów rozwiniętych, gdyż o takiej rzeczywistości traktuje omawiana książka. W odniesieniu do cywilizacji innych niż zachodnia mamy oczywiście do czynienia z sytuacją radykalnie odrębną, ale to temat na osobną dyskusję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: