Archiwum kategorii ‘Myśli’

Na Nowy Rok – zamiast życzeń i postanowień…

grudzień 31, 2009

Zamiast życzeń i postanowień kilka myśli, które mają mi przyświecać w Nowym Roku:

1. Szczęście:

“Szczęście jest wówczas pełne, gdy światło  poranku budzi dwoje ludzi do dnia pełnego wspólnych czynów i rozmów.” J. Iwaszkiewicz

2. Zmiany, zmiany:

“Chciałem zmienić świat. Doszedłem jednak do wniosku, że mogę jedynie zmieniać samego siebie.” Aldous Huxley

“Powstrzymaj się przed strofowaniem kogokolwiek. Gdyby ludzie mogli się zmieniać, zmienialiby się. Ale nie mogą. A ty jeszcze mniej niż oni.” Emil Cioran

3. Przyjaźń:

“Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem”. Albert Camus

4. Książki

“Nigdy nie czytaj książki, która nie ma przynajmniej roku.” Ralph Waldo Emerson

5.  Błądzić jest rzeczą ludzką:

“Przestańcie nazywać błędem to, co jest przeciwieństwem waszej prawdy, a prawdą to, co jest przeciwieństwem błędu.” Antoine de Saint-Exupery

“Popełnić błąd to jeszcze nie tragedia. Tragedią jest upieranie się przy tym błędzie.” F. de la Rochefoulcauld

6. Prawda

“Prawda leży pośrodku – może dlatego wszystkim zawadza”. Arystoteles

7. Czas:

“Stracony czas jest tak nieodwracalny jak śmierć.” Piotr I Wielki

Myślę, więc jestem … śmieszny. Kretyństwa roku 2009

grudzień 27, 2009

Przełom roku jest zwykle okresem podsumowań i gdybym chciała dokonać subiektywnej oceny minionego roku to muszę rzec, że tak jak to powiedział G.G. Marquez największym nieszczęściem tego kraju jest to, że ludzie mają za dużo wolnego czasu na myślenie [...]. Coś w tym musi być, bo z “Kontrabasisty” Patricka Suskinda, którego w końcu nie skończyłam zapamiętałam zdanie, dosyć niedokładnie zresztą, że myślenie jest zbyt trudne, aby każdy mógł się nim zajmować. Niestety wszyscy uważają, że potrafią myśleć i robią to.  Z czego wychodzą same problemy.

Komitetowi, przyznającemu Noble pokojowe, też się wydawało, że potrafią myśleć i wymyślili ekstraordynaryjnie, że Nobla dostanie Barack Obama, który co prawda jeszcze niczego nie dokonał, ale ma potencjał. W tym momencie zdaje się, że powinnam się domagać literackiej nagrody Nobla. Co prawda poza blogiem niczego jeszcze nie napisałam, ale z całą pewnością mam potencjał i kto wie. Obama odwdzięczył im się apelując o większą liczebność kontyngentu w Afganistanie.  Mógłby tłumaczyć się, że kierował się słynnym cytatem: Uczcie ich polityki i wojny, by ich synowie mogli studiować medycynę i matematykę, a wnuki miały prawo zajmować się poezją, muzyką i architekturą…”

gdyby nie to, że znając poziom edukacji amerykańskiej bardzo wątpię, aby go znal.

Gdybym miała przyznać kategorię, w której w tym roku padło najwięcej głupich pomysłów i przy okazji wypowiedzi zdecydowanie byłaby to kwestia in vitro.  Nie wiem czy komuś udało się przebić w tym roku Nelly Rokitę z jej błyskotliwą wręcz diagnozą leczenia bezpłodności. Wszystkim tym, którym wydaje się, że bezpłodność może mieć jakiekolwiek przyczyny medyczne Nelly postanowila wybić to z głowy, uznając, że „Bezpłodność wynika raczej z problemów psychicznych” i podając nieuświadomionym maluczkim receptę  wystarczy takiej rodzinie rozprężyć się, pojechać na jakiś urlop, mieć ze sobą kontakt, pogadać, porozmawiać, usiąść razem, zjeść kolację. Czyż nie genialne w swej prostocie ? Gdyby wszyscy myśleli tak jak Nelly na świecie nie byłoby sprzecznego z prawem naturalnym i bożym, będącego brakiem szacunku dla życia, wynaturzenia zwanego in vitro. A biedny poseł Gowin nie musiałby adoptować zamrożonych zarodków i “uszczęśliwiać” nas swoimi  przemyśleniami. Szczególnie ujęła mnie eksplozja miłości, wylewająca się ze słów posła, który prawił:   “Polityk musi odnaleźć w sobie miłość do ludzi, którym służy. W moim przypadku, odkąd zająłem się in vitro, to miłość do zamrożonych w azocie embrionów. Wiem! Myśli pan, że przesadzam, ale czasami naprawdę czuję się, jakbym był ich przybranym ojcem”.

Ale Nelly nie jest jedyną odkrywczynią w zakresie medycyny wciąż bieżącego 2009 roku. Pani Ewa Kopacz poczuła widać w sobie podobną moc, gdyż specjalizacja w zakresie pediatrii i medycyny rodzinnej, nie przeszkodziła jej w podważeniu skuteczności szczepień na grypę. Cóż, serial o doktorze Housie – alfie i omedze diagnozy i leczenia- nadal bije rekordy popularności, więc…  Widzę ponadto kilka kolejnych Nobli do rozdania, obie panie mają już na swoim koncie wiekopomne odkrycia. Przy okazji – obecnie jest emitowany spot reklamowy, zachęcający do szczepieniu dzieci przeciwko pneumokokom, już to widzę – rodzice, którym się wmawia, że szczepionka  na zwykłą grypę może zaszkodzić na pewno pobiegną  je szczepić na coś gorszego.

Z czystej litości oszczędzę nam wszystkich przemyśleń przyszłej pierwszej damy RP Isabel. Wystarczy już to, co palnął jej obecnie już mąż Kazimierz M., który wymyślił, iż może stać się receptą na Lecha K. “mógłbym myśleć o wyborach prezydenckich w 2010 r., tylko wówczas, gdyby zagrażała nam reelekcja Lecha Kaczyńskiego”. Biedny redaktor “Wprostu” musiał być poważny.

Na nadmiar logicznego myślenia nie cierpią raczej dziewczyny, które kilka ładnych godzin czekały w kolejce, aby kupić coś z nowej kolekcji H&M, Jimmiego Cho, czy jak on się tam zwał.  Zdaje się, że prekursorem takich wyprzedaży i robienia show z kupowania był w Polsce Media Markt, swoje zrobiła tez potteromania, ale co innego dzieciaki a co innego dorosłe kobiety. Tak mi się przynajmniej zdawało… Dla urody trzeba pocierpieć i odstać swoje ? Dziękuję. Naśladowanie we wszystkim Amerykanów też mogło by mieć jakieś granice, bo nie nęci mnie widok stada dziewczyn bijących się o suknię ślubną czy torebkę.

Czasami wręcz mam nadzieję, że ktoś tylko coś palnął i nie przemyślał. Jeżeli bowiem jeden z naszych reprezentantów w piłkę nożną naprawdę myślał to co powiedział, czyli:   “Jesteśmy z tym selekcjonerem od niedawna, Nie ma czego od nas za bardzo wymagać”  to nie ma czego szukać w reprezentacji i sporcie. Jeśli ktoś nie wymaga od siebie to …

To dziennikarze i tak będą o nim pisać. Zamiast bowiem cieszyć się z wygranej siatkarzy i złotego medalu do bólu rozpamiętywali każdą porażkę piłkarzy. Myślcie panowie, myślcie… Z drugiej strony – jak ktoś słusznie zauważył komentatorzy mieli najgorzej, musieli oglądać tę żenadę do końca…

Wszystkim, którzy dobrnęli do końca mogę zaproponować posłuchanie płyty Agnieszki Chylińskiej “Modern rocking”, która tak intensywnie myślała nad nową wersją swojego wizerunku, że wymyśliła kicz roku. Prezent dla wroga jak znalazł ;) .

Aż strach pomyśleć, co wymyślą w przyszłym roku.

Żródło demotywatory.pl

Koniec.

Read more books than blogs

grudzień 19, 2009

Przyznam szczerze, że gdybym nie zobaczyła to nie uwierzyłabym. Krążący od jakiegoś czasu zapewne, ale zobaczony przez mnie dopiero dzisiaj obrazek “read more books than blogs” uświadomił mi, że ku mojemu zaskoczeniu blogi stały się tak ważnym elementem, nie tylko cyberprzestrzeni.  Sama nie tylko pisuję dosyć nieregularnie, ale i niemal nie czytuję innych. Być może da się to przyporządkować pod kategorię wstydliwych wyznań, ale do awantury o budyń Oetkera nie miałam pojęcia o istnieniu sławnego ponoć Kominka a nazwy najpopularniejszego polskiego bloga, opisującego rzeczywistość polityczną, mimo najszczerszych chęci nie jestem sobie w stanie ani przypomnieć ani wygooglać. Czytania wypocin polityków i pseudgwiazdek showbiznesu unikam jak ognia… Pogoń za trendami i modą mnie nie interesuje… Na myśl o czytaniu “arcydzieł” ortografii i stylu naszej przyszłości narodu aż mnie otrząsa. Nie pasjonuję się na tyle żadnym serialem, Hannah Montana, filmem a wiadomości wolę jednak w telewizji. Tymże to sposobem poza blogiem  Samcika , który ostatnio trochę nadmiernie popada w samouwielbienie i mojego guru Bralczyka,  poza okazjonalnymi wizytami u znajomych, aby zobaczyć, co tam u nich słychać nie czytam żadnego bloga. No, jeszcze zerkam czasem na porady odnośnie photoshopa i przepisy kulinarne, ewentualnie jak zrobić koraliki czy ładnie ułożyć serwetki na spotkanie z teściami ;) , ale na tym koniec. Dlatego też nie przyszłoby mi do głowy, że blogi mogą zastąpić książki.Nigdy w życiu!

Na pewno krótka forma i wygodna platforma jest zaletą blogów, ale… Szczerze mówiąc ja nawet do e-booków nie jestem w pełni przekonana. Audiobooków czasem słucham, ale też z pewną rezerwą. Nie ma to jednak jak szelest kartek, ciepła herbatka i kocyk. I inny świat, do którego przenosimy się nawet w zatłoczonym autobusie i długiej kolejce do kasy. No i jak tu porównać ukochane książki z dzieciństwa a potem już lat dorosłych  z czytaniem o piciu herbaty i pierwszych słowach ukochanego dziubdziusia. Jak zastąpić  Imię Róży, Ivanhoe czy Sapkowskiego z najbardziej błyskotliwą nawet oceną najnowszej pyskówki w sejmie. Nie da się, no nie da!

Kochajcie książki rodacy !

I czytajcie, książka żyje tylko wtedy gdy jest czytana…

“Jakie smutne oczy ma karp…”

grudzień 9, 2009

Smutne oczy ma nie tylko karp z jednej z moich ulubionych piosenek zimowo-świątecznych.  Jadę codziennie Nowym światem, patrzę na udekorowane światełkami latarnie, fontanny smagane wiatrem i moknące na deszczu i robi mi się oraz smutniej…  Wbrew reklamom, w których próbują nas nakłonić do kupowania wszelkimi możliwymi sposobami, atmosfera nie staje się ani trochę bardziej świąteczna. Za oknem zamiast wesołych płatków śniegu tańczących na wietrze, oszronionych drzew i karykatur bałwanów w parkach mamy tylko bezlistne drapaki, brudne chodniki, kałuże i … smutne oczy.

W naszej smutnej kulturze Boże Narodzenie to chyba jedyna święta, które mają szansę być optymistyczne. Wszystkie inne, nie wiedzieć czemu, obciążone są ciężarem pompy, bagażu historycznego i przypominają raczej stypę niż jakiekolwiek święto. Przed Wielkanocą trzeba się koniecznie poumartwiać za to co zrobili Żydzi jakieś dwa tysiąclecia temu. W maju, ci ktorzy akurat nie grillują mają okazję pooglądać pochody bezrobotnych. Potem jeszcze ze trzy tygodnie można się upajać dzieleniem na dwadzieściadwoje przyczyn wybuchu, skutków, możliwych skutków i możliwych przyczyn Powstania Warszawskiego a  na dobitkę “poświętować” odzyskanie niepodległości słuchając wymamrotanego bełkotu prezydenta o trudnej historii, bagażu, potrzebie odbudowy państwa, trudnych reformach i tak dalej. Na rezultacie najweselsze staje się Święto Zmarłych. Tonące w zniczach cmentarze wyglądają prześlicznie, więc pewnie z czasem trzeba ich zakazać…

Ech… Smutno jest… Dziwny i smutny jest ten świat…Cóż dziwnego w tym, że dajemy się nabrać na reklamy, gdzie przy dźwiękach kolędy, zapalonej choince i sypiącym za oknem śniegiem wszystko staje się jakieś… bardziej radosne. Dajemy się nabrać na fałszywą “magię” świat w supermarkecie i w rezultacie smętne pustki widać w naszych portfelach i na kontach.

A wystarczy tak niewiele – grzany jabłecznik lub ulubiona herbatka, ciepły kocyk, ramiona ukochanego i ciekawa książka.I nadzieja, że jednak spadnie śnieg…

Ciągle pada śnieg,
niech zasypie nas,
całkiem miło jest,
w ten zimowy świąteczny czas
pada śnieg,
niech zasypie nas…

Galerianki. O potrzebie akceptacji i konsumpcjonizmie…

listopad 23, 2009

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wychodząc z kina po obejrzeniu galerianek usłyszałam rozmowę telefoniczną, mniej więcej tej treści: “Byłam właśnie na Galeriankach. No wiesz… ten film w którym dziewczyna zaczęła się puszczać, żeby mieć na modną komórkę i wkupić się do łask innych dziewczyn”. Mimo spłycenia i skrótowości posuniętej do granic możliwości w wypowiedzi oddane jest to, co moim zdaniem stanowi clue filmu – działaniem ludzi kieruje potrzeba akceptacji.

 

Potrzeba akceptacji i przynależności do grupy ma wpływ na nas do tego stopnia, że często jest przyczyną nie tylko nieracjonalnych zachowań, ale także uzależnień. Większość palaczy swoją przygodę z papierosem zaczęło w szkole, kiedy rówieśnicy namawiając na spróbowanie używali niemal niezawodnych chwytów w stylu – nie bądź frajer, wszyscy palą a ty nie ? Jesteś z nami czy nie. Podobnie sprawa ma się z narkotykami, które zaczynają się od niewinnej trawki czy alkoholu. Interesując się przyczynami uzależnień doczytałam się, m.in., że wiele osób ma utrudnione wyjście z nałogu właśnie ze względów społecznych. Pomimo iż przyzwolenie ogółu na palenie staje się generalnie coraz mniejsze to w przypadku grup rówieśniczych czy kolegów z pracy presja, aby być takim samym jak inni jest ogromna i wbrew sobie wiele osób nie potrafi odmówić wspólnego wyjścia na małego dymka. Jeszcze gorzej sprawa ma się w przypadku alkoholu – imieniny, spotkanie towarzyskie, wesele czy inna uroczystość rodzinna to gotowa okazja do  wypicia. Tu także normą jest wręcz moralny szantaż “mojego zdrowia nie wypijesz? ze mną się nie napijesz?”. W czasie służbowego lunchu obowiązkowe jest modne sushi, nawet jeżeli na samą myśl robi ci się niedobrze…

 

Brak pewności siebie i usilne dążenie do zyskania akceptacji może się objawiać dążeniem do naśladowania we wszystkim otoczenia lub przesadną dbałością o własny image. To właśnie powoduje, że dane osoby maniakalnie wręcz dbają o swój wygląd, co objawia się na dwa sposoby – albo ślepą pogonią za modą albo wprost przeciwnie – ubieraniem się niczym szara myszka, byle tylko się nie wyróżnić i nie być ubranym inaczej niż inni. Z drugiej strony nie wierzę, że może dojść do sytuacji, w której młodzież masowo zacznie uznawać modne jest bycie niemodnym i programowo przeciwnym noszeniu markowych ubrań, pracy w korporacji i kupowania produktów firm globalnych.

 

Moja 10-letnia chrześnica oznajmiła ostatnio w czasie mojej wizyty,  że nie będzie nosiła takich tanich dżinsów za 60 zł, muszą być przynajmniej za sto, tak jak noszą koleżanki. Słuchałam tego ze zgrozą zastanawiając się czy to chwilowy bunt czy faktycznie dziewczynka, którą jeszcze kilka minut wcześniej uważałam za dziecko, fakt wyrośnięte, doszła do takiego etapu w życiu w którym zdecydowanie nad „być” przeważa „mieć”.  Błyskawicznie spakowałam sporo ciuchów, w które sama już się nie ubiorę, kupionych pod wpływem impulsu, które zdecydowanie są markowe. Wiem też, że każdy kolejny prezent będę z nią konsultowała, aby w miarę możliwości dostała to o czym najbardziej marzy. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że to tylko kropla w morzu potrzeb – ja jestem daleko, widujemy się średnio 2-3 razy w roku… Co poza tym ? Patrząc na małolaty, które spędzają wolny czas po szkole w Arkadii albo innych Złotych Tarasach zastanawiam się czy pewnego dnia zobaczę ją w galerii, szukającą cwaniaka, któremu odda się za bluzkę albo markową torebkę. Mam nadzieję, że jednak z wiekiem zmądrzeje…

Dobrymi chęciami [nie tylko] piekło wybrukowane

listopad 16, 2009

schody

Zdawałoby się, że dobre chęci to niekwestionowana zaleta, niekiedy jednak jest to także źródło kłopotów a przynajmniej niesnasek, nieporozumień, pretensji i ogólnej katastrofy. Trudno zliczyć ile razy przy okazji udaje się oberwać po głowie. Z niezrozumiałych dla mnie względów zawsze, ale to zawsze dobre chęci obracają się przeciwko próbującemu pomóc a wszystko przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

Przychodzisz z sercem na dłoni, wyciągasz tę dłoń razem z ramieniem a ktoś ci na nią pluje. Niekiedy dodając też mało subtelnego kopniaka w niewymienną część ciała, nie pozwalając tym samym na żadne wątpliwości co do swojej opinii. Wysłuchujesz cierpliwie wynurzeń przyjaciółki na temat chłopaka, przytakując, że jest głupi, beznadziejny i w dodatku związkofob, niestrudzenie ocierając łzy i topiąc smutki w butelce wina by po ich powrocie do siebie dowiedzieć się, że jesteś zazdrosna o ich szczęście. Pomagasz, podpowiadasz, załatwiasz i … można się już chyba domyślić rezultatu.

Zaangażowanie nie przychodzi z czasem już tak łatwo, poprzedza je zastanowienie, rozważenie wszystkich za i przeciw i… próbujesz znowu. Chęć pomagania jest trochę jak pchanie kamienia pod górkę, niczym Syzyf wiedząc, że znowu ci się wyśliźnie pchasz go z uporem, bo a nuż ? Jeszcze pewnie nie raz spadnie ci na stopę i nadal będziesz mieć pod górkę, ale w ostatecznym rozrachunku – najważniejsze to chcieć. Na pewno łatwiej jest dać za wygraną albo w ogóle nawet nie podjąć próby. Ten kto nie próbuje nigdy niczego nie stworzy, nie osiągnie, będzie tylko pracowitą szarą mrówką, taką o której powie się “prochu nie wymyśli”. Jak mawiał Nietzche ustami Zaratustry: Chęć wyzwala, albowiem chcieć, to tworzyć: tak nauczam.

Trzeba się zatem piąć mozolnie po schodach, brukowanych owymi dobrymi chęciami, nie wiedząc czy to schody do nieba bram czy też highway to hell…

Przybądź do mnie siostro miłosierdzia muzo

październik 16, 2009

Życie ludzkie jest nonsensem, do niczego nie prowadzi, niczemu nie służy, nikt nikogo nie zapamięta i nikt niczego nigdy nikomu nie wyjaśni.  Wbrew pozorom to nie cytat z wnurzeń emo nastolatki, ale krótka recenzja Krzeseł Ionesco z kryminału Joe Alexa. Życie codzienne  bywa przytłaczające, nawet jeśli ma się fajnego chłopaka, nie najgorszą pracę i jako tako ustabilizowaną sytuację życiową.  Tramwaje, które bezlitośnie budzą cię o bladym świcie, wichura i deszcz, smutni ludzie naokoło. Łapię się wtedy na chęci ucieczki, w jakąś inną rzeczywistość. Nie bardzo wiem jednak jak… Nawet sprawdzona podróż w przeszłość na kartach książek nie zawsze się udaje.  Zapomniany hrabia Monte Christo leży w kącie, wzgardzona Jane Austen jeździ ze mną codziennie do pracy, wciąż mam nadzieję, że znowu do niej sięgnę, chociaż pseudosielankowy klimat Mansfield Park, zaczyna raczej działać mi na nerwy niż koić atmosferą dawnych czasów, kiedy to niewiasty faktycznie nie zajmowały się niczym poza  wdawaniem za mąż siebie, sióstr i kuzynek.

Najbardziej wykańcza jednak nuda, powtarzalność czynności. Nie ma inspiracji, natchnienia, nawet jeśli chce się czym zająć to coraz ciężej znaleźć coś nowego, fascynującego. Z czasem odczuwa się przesyt. Historia na powrót zdaje się poczetem zmor i królów. Coraz rzadziej otwieram photoshopa i przeglądam fora internetowe w poszukiwaniu ciekawego tutoriala. Ile można oglądać filmy czy nawet najciekawszy serial, który ciągnie się kolejny sezon, na siłę, bo w końcu łatwiej bazować na już sprawdzonym pomyśle niż silić się na oryginalność.  Krzyżówki, robótki, teatr, wystawy… Słowniczek polsko-angielski podpiera nogę stolika, płyty do nauki niemieckiego poniewierają się gdzieś na etażerce. Przepis na nową sałatkę został już udoskonalony na siedem sposobów.  Ten nasz szalony wiek, dostarczający wciąż nowych bodźców a z drugiej strony swą powierzchownością powodujący, że niczego tak naprawdę nie możemy zglebić do końca.

Ogarnia mnie od przypadku do przypadku dziwna nostalgia na wspomnienie czasów, w których człowiek mógł znać się na wszystkim – przeczytać wszystkie greckie dramaty, znać na pamięć nazwiska flamandzkich malarzy, które ledwie da się wypowiedzieć albo wszystkie ówczesne wynalazki. Dzisiaj czasem zazdroszczę osobom, które potrafią poświecić cale życie by zgłębić pismo linearne A Kreteńczyków, studiować mitologię skandynawską albo szukać nieznanego pierścienia wokół Saturna. Na szczęście wkrótce mi przechodzi, dzięki temu, że patrząc na niektóre znane mi osoby, ogarnięte jedną tylko pasją zdaję sobie sprawę z tego, że nie dałabym rady tak żyć. Wozić o północy psa do weterynarza, targać teczkę na projekty większą niż ja sama, mieć stolik z pudełek po pizzy, gdyż inne jedzenie oderwałoby na dłużej niż 10 minut od komponowania. Wolę już swoje lekcje włoskiego, wypady na mecze i kręgle, nawet jeśli jakieś przemądrzałe snoby uznają to za mało ambitne. A, i nie miałabym nic przeciwko temu, żeby dalej powadzić ten blog, jeśli tylko muza będzie częsciej do mnie przybywać i nie wtedy, gdy akurat jadę do pracy…

“Rarka” – ki diabeł ?!

wrzesień 10, 2009

Reklama Plusa z tajemniczą rarką w treści zrobiła na mnie wrażenie raczej średnie. Przelotnie zastanowiłam się ki czort ta rarka, uznałam, że widocznie kolejne słowo ze slangu młodzieżowego, zaczerpnięte z angielskiego, mające dla mnie tyleż sensu co i niesłynna “slamerka” z reklam Orange i tyle.  Zarzekłam się jeszcze, że nie sprawdzę cóż to może być i nie dam satysfakcji agencji reklamowej a co a telefonu w sieci Plusa więcej nie kupię, bez względu na wysiłki Mumio i dałam sobie spokój.

A przynajmniej miałam zamiar, gdyż rarka okazała się wszędobylska. Do ponownej refleksji skłonił mnie artykuł w “Newsweeku”, w którym ni mniej ni więcej tylko “rarka” została okrzyknięta zagwozdką roku 2009 dla lingwistów, nie wiedzących cóż z owym dziwolągiem uczynić. Wiadomo iż język ewoluuje i powstają spontanicznie różne tworki i potworki, ale to…  Co innego naturalny neologizm, powstały gdy  kiedyś komuś zabrakło kilku liter w smsie, dając początek słowom takim jak “nara” czy “pozdro”  a co innego słowo, stworzone przez specjalistów od piaru, na potrzeby kampanii reklamowej. Duża szansa zatem, że się nie przyjmie. Taką kompletną klapę zanotowało na swoim koncie słowo “wyprz”, którego nie używają ani moi znajomi ani nawet przypadkowe osoby z internetu, zapytane przeze mnie w spontanicznej sondzie zorganizowanej na blipie.  Szczerze mówiąc rarce też nie wróżę wielkiej kariery. Nawet kiedy już wyjaśniono nam łopatologicznie, iż ma to być oznaczenie czegoś rzadkiego (lac. rarus, ang. rare), rarytasu, gratki to… Nawet  rzekomy celowy szok literacki “Rarka Plusa – Lalka Prusa” nie szokuje. Może dlatego, że podobną grą słowną od “gra półsłówek” jest “sra półgłówek”, co nawet odpowiada ostatecznemu rezultatowi. Wiele hałasu o nic i  zaśmiecony język na dokładkę.  No, jako plus da się odnotować to, że lingwiści mają jakieś zajęcie, gdyż inaczej ze względu na okrągłą rocznicę urodzin Julka S., próbowaliby po raz z setny ustalić czemu wielkim poetą był, na podstawie analizy artyzmu języka ;)

Koniec i bomba a kto czytał ten pomidor (nie kopytko!)

Już nie ma dzikich plaż…

wrzesień 9, 2009

Tuskany2

Już nie ma dzikich plaż, na których zbierałam bursztyny… – śpiewała niegdyś Irena Santor.

Nie ma dzikich plaż, dzikich zakątków i niezbadanych wysepek. Cywilizacja już dawno w swoim niezaspokojonym dążeniu do odkrywania świata, dotarła do  większości dzikich zakątków, na każdą wysepkę, a nawet na bieguny. Nie ma już miejsca, którego nie opanowałyby “zdobycze” techniki lub chociażby ich pokłosie w postaci śmieci, foliowych torebek i pustych butelek.

Puste plaże Juraty, o których śpiewała p. Irena, są  marzeniem, coraz bardziej nierealnym. Trudniej z każdym rokiem uciec od innych ludzi i napawać się prawdziwym spokojem. Kumkanie żab i cykanie świerszczy zagłuszane są łomotem z radia, bez którego wiele osób nie potrafi obyć się nawet na urlopie. Wieczorami częściej słychać ogłuszający ryk motocykli niż odgłosów nocy, takich jak chociażby szum wiatru w gałęziach drzew.

Troszkę to smutne refleksje po urlopie, ale jednak… Nawet wśród wzgórz Toskanii, w wiejskim domu otoczonym drzewkami oliwnymi słychać było odgłosy z pobliskiej drogi czy hałaśliwych sąsiadów.  Pomiędzy szczepami szlachetnych winogron, używanych do produkcji klasycznego chianti widać słupy telegraficzne.  Szkoda, ale … Cóż zrobić, nie będziemy walczyć z przeznaczeniem. W końcu trudno się dziwić, że inni też chcą się nacieszyć wspaniałą toskańską przyrodą, jeśli nawet nie zbierając muszelek ani bursztynów to chłonąc słońce przy szklaneczce wina i nabierając energię na cały długi rok pracy…

Uczuciowy jak katolik

sierpień 12, 2009

Banksy

Dawno, dawno temu cechą charakterystyczną katolików  miało być miłosierdzie, tolerancja i wybaczenie. Hasła głoszone przez niejakiego Jezusa okazały się jednak na dłuższą metę nieżyciowe i tym sposobem wszystkie powyższe zostały zastąpione ewangelizacją czy też nawracaniem.  A uniwersalną ripostą na to, że zamiast mieć szacunek dla odrębności innych, starają się wszystkich urobić na swoją modłę, wpierają im  nowotestamentowy nakaz nawracania na jedyną słuszną wiarę (skąd my to znamy ?). Założenie poniekąd nawet słuszne w teorii, w praktyce powiodło się jakby nie do końca. Dziwnym bowiem trafem ani krucjaty ani procesy czarownic ani nawet brutalna chrystianizacja Ameryki Łacińskiej nie przyniosła rezultatów, może poza wydłużającą się listą ofiar. Czym prędzej zatem krucjaty okazały się inicjatywą świeckich władców (a synodu w Clermont w 1095 roku zapewne nigdy nie było). Autorstwa księgi “Młot na czarownice”, która rozpętała plagę polowań na czarownice, nie dało się co prawda zanegować, ale poszła fama, że obaj biskupi zostali potępieni a sam kościół nie ma nic wspólnego z nagonką i część osób może nie tyle dała się nabrać, co zyskała wygodną wymówkę, by zaprzeczać katolickiej inspiracji polowań. Natomiast o chrystianizacji mieczem kolejnych narodów to i nie ma co mówić. Europa potrzebowała “Lebensraumu”, za mało było ziem dla szlachty i zyskownych prebend a “ucywilizowanie dzikusów” tylko im wyszło na dobre. Tych samych dzikusów, którzy potrafili budować bez użycia koła, znali kalendarz i zawdzięczamy im z połowę znanych obecnie warzyw, ale to detal. Pomniejszych grzeszków jak przyjmowanie przez papieża Piusa XII hitlerowców, kolaboracji z komunistami nie ma nawet co wspominać. Musiały istnieć jakieś wyższe racje, nawet jeśli ich nie było.

Co nie wyszło dawniej ogniem i mieczem obecnie katolicy forsują siłą uczuć.  Religijnych oczywiście. Uczyć, które są notabene nieustannie obrażane. A skoro żyjemy w kraju katolickim to obrażani jesteśmy wszyscy. A przynajmniej powinniśmy.  Przyjeżdża papież do Krakowa – w Gdańsku też nie wypijesz piwa – prohibicja.  Jesteś wyznawcą islamu albo buddyzmu – masz pecha. 15 sierpnia chciałbyś zrobić zakupy ? Nie nada – święto. Chcesz isć na koncert Madonny ? Zapomnij o tym grzeszniku! Madonna wszak nie może śpiewać w Warszawie w tym samym dniu w którym pielgrzymka będzie wkraczała do Częstochowy – jest to obraza uczuć religijnych osób, które przeszły setki kilometrów aby się modlić na Jasnej Górze. Ciśnie się na usta – to niech się modlą a nie obrażają, nie zapominając o frazie “jako i my odpuszczamy”. Jak się będą modlić to się nie będą mieli czasu obrażać.

Uczucia religijne katolików obraża też to, że co najmniej polowa krajów europejskich nie tylko używa haniebnych środków antykoncepcyjnych, ale i nie widzi życia w “życiu nienarodzonym”. Nie wiadomo co prawda, które przykazanie łamią prezerwatywy, ale nie wydaje się aby było to ważne – obraża i już. A tak i sprzyja niemoralnemu prowadzeniu, a wszak okazja czyni złodzieja. W związku z czym przypomina mi się dowcip o bacy,  który  został aresztowany i zaprowadzony przed sąd pod zarzutem pędzenia bimbru. Baca stanowczo protestuje przeciwko oskarżeniu. Sędzia mu na to: Ale aparaturę do pędzenia macie?, a baca na to: To i za gwałt mnie skażcie! Sędzia dopytuje się dlaczego ma skazać górala za gwałt. A baca mu na to: Bo aparaturę też mam.

Uczucia rzecz święta i niesprawdzalna.  Któż mi bowiem udowodni, iż nie obraża kiedy obraża. Tym sposobem uczucia biednych katolików obraża wszystko – dowcipy, satyra, sztuka a nawet opinia Dody o Biblii, któraż to opinia stała się rzekomo przyczyną wykopania jej z telewizji publicznej.   Jedna Doda wiosny nie czyni, ale to pierwsza i jedyna jak do tej pory znana mi korzyść z uczuciowości katolików.  Może poza reklamą dzieł przełomowych i poszerzających horyzonty, co łatwo poznać po tym, iż błyskawicznie znajdują się na kościelnym indeksie dziel zakazanych i są odsądzane od czci i wiary. I tym, że chyba jednak spróbuję powalczyć o bilet na koncert Madonny – może zamiast gorzkich żalów będą egzorcyzmy albo coś równie dracznego…