Pracowałam jako telemarketer. Całe 1,5 miesiąca, ale jednak.Przeszkadzałam ludziom w pracy i namawiałam na kupno zupełnie niepotrzebnych im rzeczy, których na oczy nie widziałam. Mea culpa, mea maxima culpa. Epizod jest już dawno za mną, ale od tego czasu mam dla telemarketerów zrozumienie i zwykle daję im powiedzieć te trzy zalety produktu albo gdy nie mam czasu zwyczajnie odkładam słuchawkę, wiedząc, że 99% z dzwoniących jest mi za to głęboko wdzięczna, ale w stosunku do telemarketerów, dzwoniących z PLAY i mBanku nie mam ani cienia litości, wyrozumiałości, cierpliwości i innych uczuć wyższych. Ciężko sobie u mnie na to zapracowali! Czytaj resztę wpisu »
Poziom telemarketingu PLAY i mBank jest poniżej podłogi
Luty 24, 2012Jest sposób, na bank!
Styczeń 13, 2011Można powiedzieć, że finanse osobiste to mój konik. Regularna lektura bloga pana Macieja Samcika sprawiła, że analizując wszystkie “darmowe” karty kredytowe, korzystne kredyty i lokaty o wyjątkowym oprocentowaniu, zawsze szukam ukrytego haczyka. Przy czym zwykle jest nie tylko haczyk, ale cały hak, na którym można by powiesić słonia.
Niestety, nawet znajomość regulaminów i czytanie umów nie jest w stanie uchronić przeciętnego klienta przed absurdami w polskiej bankowości. Jak bowiem inaczej nazwać sytuację, kiedy zmieniając dane osobowe w oddziale banku, w moim przypadku nazwisko po wyjściu za mąż, nie mogę w tym samym oddziale, u przysłowiowej pani w okienku, zamówić karty debetowej na nowe nazwisko? Nie mogę i już, pani nie ma takich uprawnień i muszę zadzwonić na mLinię. Bardziej uciążliwą procedurą od dodzwonienia się tamże jest chyba tylko próba wydobycia jakichkolwiek informacji z KRS albo Urzędu Skarbowego. Najpierw zażądają od ciebie podania numeru klienta ( jedyne 7 cyfr), potem telekodu (tu nie wystarczy znać wszystkie 6 cyfr, trzeba je jeszcze podawać w wymaganej kolejności), potem baaaaardzooo woooolnoooo zostaną ci przedstawione opcje rozmowy i po ok. 5 minutach słuchania melodyjki w końcu rozmawiasz z człowiekie, tak mi się przynajmniej wydaje. A jak się rozmawia z mBankiem to wie, m.in. Wojciech Cejrowski, dodam, że rozmowa odbyła się już jakiś czas temu i nic się od tego czasu nie zmieniło.
Nic więc dziwnego, że unikam rozmów z mLinią jak diabeł wody święconej, a nawet bardziej . Chciałam skontaktować się z mBankiem w banalnej sprawie, sprawdzić czy aby na pewno została dla mnie zamówiona karta debetowa, gdyż nie widziałam tego w systemie. Karta do rachunku euro jest, zwykłej nie ma. Niesamowita uprzejmość mBanku sprawia, że po zalogowaniu nie trzeba wracać na stronę główną, kontakt mam na samym dole podglądu konta. Do wyboru aż trzy opcje: czat, telefon i formularz internetowy (ufff, nie muszę do nich dzwonić). Napisałam więc swoje wątpliwości mailem, pewna, że dostanę odpowiedź błyskawicznie, w końcu chodziło jedynie o napisanie ‘Tak, została zamówiona”, “Nie, już ją zamawiam dla Pani”. Ale nie. Nie ma tak łatwo. Otrzymałam odpowiedź z prośbą o kontakt z mLinią, gdyż mailowo nie mogą mi udzielić wyjaśnień. Wysłałam maila ponownie, pytając o przyczynę takiej odpowiedzi. W końcu wysłałam to pytanie za pośrednictwem swojego konta internetowego, z podaniem maila kontaktowego, który mają w swojej bazie.
Odpowiedź jaką dostałam od konsultantki sprawiła, że nie wiedziałam kto zgłupiał, czy ja czy oni, albowiem brzmiała (ze skrótami) “W nawiązaniu do przesłanej przez Panią wiadomości uprzejmie informuję, że drogą elektroniczna możemy udzielać informacji ogólnych na temat oferty i funkcjonowania naszego Banku, zatem poprzez wiadomość email nie mam możliwości zrealizowania Pani dyspozycji.” Hmm… zalogowałam się ponownie na swoje konto, wybrałam znowu opcję kontaktu mailowego, a tak jak byk napisane: “W ten sposób możesz nam przesłać swoje uwagi, pytania i komentarze.” Niech im będzie, że mailowo nie wyjaśniają niczego, ale czy mWuj nie powinien przypadkiem UCZCIWIE dopisać, że uwagi i komentarze powinny dotyczyć oferty banku. W końcu przeszłam do tego okienka z poziomu własnego konta, zatem najprawdopodobniej mam jakiś problem i chcę go wyjaśnić. Na pewno ta niewielka doza uczciwości zamiast marketingowej gadki byłaby to z korzyścią dla klienta, gdyż z powodu nierzetelnej informacji straciłam 2 dni czekając na odpowiedź, a na dodatek i tak musiałam zadzwonić do mLinii.
Liczba klientów nabitych w mBank wzrosła tym sposobem o jeszcze jednego, gdyż w banku “internetowym” nie da się przez internet załatwić niczego. Byłoby miło gdyby bank “internetowy” wykorzystywał swoją korespondencję wewnętrzną nie do wysyłania spamu, ale do kontaktu z klientem, co doskonale działa, np. w Eurobanku. Można ?!
Staruszka z Wielkiej Brytanii znalazła sposób na bank, my Polacy wcale nie musimy być gorsi. Poza głosowaniem nogami, też możemy uprzykrzyć życie bankowi, wcale nie gorzej niż owa staruszka. Bez przerwy do nas wydzwaniają, oferując a to kredyt, a to kartę, a to inny badziew, oczywiście przygotowany “specjalnie dla nas”. W końcu czemu tylko my mamy być identyfikowani, sprawdzani i nagrywani. Ja już zaczynam tworzyć listę pytań, która będzie się zaczynała od szczegółowych pytań, żądania wyliczeń dla konkretnych kwot, cytowania umowy i jej omawiania punkt po punkcie. Mogła staruszka możemy i my. A jeśli nie, zawsze jest opcja znalezienia banku, który jest internetowy nie tylko z nazwy.
Edit. Swoją frustracją podzieliłam się nie tylko z blogiem, ale i portalem Jakość Obsługi , gdzie mBank ma zaskakująco wysoką opinię. I proszę, nie minęło nawet 24 godz. a mWuj się objawił, pokajał i obiecał, że będzie lepiej: “Zgadzam się z Panią, że informacja, o której pisze Pani w swojej wypowiedzi powinna znaleźć się w formularzu, przez który zadała Pani pytanie pracownikowi Banku, analogicznie do informacji zamieszczonej w takim formularzu na stronie głównej pod adresem http://www.mbank.pl/o_nas/kontakt.html. Dodam również, że informacja udzielona Pani poprzez Pracownika była jak najbardziej zgodna z zasadami bezpieczeństwa obowiązującymi w obsłudze Klientów naszego Banku. Bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi na ten fakt – sprawa zostanie przekazana do osób upoważnionych w celu wprowadzenia stosownych zmian.” Zobaczymy.
Dlaczego państwo robi to własnym kobietom ?
Sierpień 30, 2010Ile Polek co roku wyjeżdża z kraju tylko po to, aby przerwać ciążę bez ryzyka nalotu policji? Problem turystyki aborcyjnej był przedmiotem tzw. wysłuchania obywatelskiego w Sejmie.
W Sejmie odbyło się tzw. obywatelskie wysłuchanie na temat turystyki aborcyjnej Polek, które zorganizowała Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz poseł Marek Balicki. Można je było śledzić za pośrednictwem portalu gazeta.pl i w radiu TOK FM. Zaproszeni goście, wśród których byli dyrektorzy klinik i lekarze z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Holandii, czyli głównych kierunków wyjazdów aborcyjnych Polek, przedstawili fakty i liczby odnośnie turystyki aborcyjnej. Czytaj resztę wpisu »
Bajka wyborcza
Czerwiec 21, 2010
Bajka wyborcza
Był Komorowski, co gaf nie popełniał;
Był Jarek K., co nigdy nie łajał nie kwękał;
Był bogacz Olechowski, który biedaków wspierał
i rad jak się wzbogacić ochoczo udzielał;
Był Mikke, któremu nie wadziła Unia –szownista niebożę;
Był też Endrju Lepper, gentelman, co szanował zboże;
Był Napieralski, co się nigdy z Kościołem nie spierał,
a kampanię na mózgu, nie cyckach opierał;
Był Ziętek, nikomu bliżej nie znany,
lecz kandydat jak mało, ach oceńcie sami!
Był jeszcze i Kornel, co nie zaznał krytyki,
że po czorta się fizyk pcha do polityki.
Był Jurek, co się nie bał in vitro i lubił Maryję;
I to chyba już wszyscy, chyba że się mylę.
A morał tej bajki jest krótki i powszechnie znany:
„Ten będzie prezydentem, kogo wybierzemy sami”.
Baby do urn! Korwin do lamusa!
Maj 31, 2010Słuchajcie kobiety, babki, laseczki i ogólnie przedstawicielki płci pięknej. Czas sobie jasno powiedzieć jedno: jak sobie same nie pomożemy to i nikt nam nie pomoże!
O co chodzi ? Oczywiście o wybory prezydenckie 2010 r. I to jak bardzo kandydaci dbają o nasze głosy, chyba tylko 8 marca, żeby mniej kobiet poszło na manifę.
Mój pogląd, że generalnie nie ma kandydata, który by się słowem chociażby zająknął o kobietach i tym, co ma zamiar dla nas utrwalił się i okazał się wręcz peanem na cześć ochotników na prezydenta. Jest gorzej! Gdy przeczytałam, że jeden z kandydatów na prezydenta stwierdził, że kobiety nie powinny mieć prawa w wyborach, bo “Przeciętna kobieta nie interesuje się polityką. – Chodzi o to, by głosowali tylko ci, co się znają na polityce – powiedział na antenie TVP1.” to naprawdę nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. W końcu nie bez powodu dostał “nagrodę” Szowinisty Roku a ilością kretyńskich wypowiedzi z pewnością przewyższył Palikota i zbliża się do takich asów retoryki jak Lepper i Giertych. Ja nawet rozumiem, że człowiek, którego wychowywała babcia a potem macocha może mieć jakiś uraz do kobiet, ale do tego stopnia ?! W dodatku Pan JKM zdaje się twierdzić, że jest człowiekiem inteligentnym, znacznie przewyższającym ogół społeczenstwa, o kobietach nawet nie wspominając. Śmiem wątpić czy posiada chociażby instynkt samozachowawczy i umiejętność uczenia się. Strzela sobie raz po raz w stopę i nic a nic się nie nauczył jeszcze. Tym samym Pan Podobnointeligentny Mikke stawia siebie w jednym szeregu z Konowiczem i Leszkiem Bublem.
Ja nie twierdzę, że JKM nie ma poglądów na gospodarkę, bo niektóre nie są nawet głupie, tylko dziwnie nie przystają do samego JKM. Jestem nawet w stanie zgodzić się z zasadą “kto nie pracuje niech nie je” i zlikwidowaniem łożenia na bandę darmozjadów. Tylko nadal nie wiem co JKM robi, że go to uprawnia do takiego twierdzenia, bo nic mi nie wiadomo o żadnej pracy zarobkowej. Pewnie siedzi w jakiejś radzie nadzorczej, w której mu płacą tylko za to, że jest JKM i pluje na społeczeństwo z wyżyn nie wiadomo czego.
Tym niemniej upewniłam się w przekonaniu, że my kobiety powinnyśmy się w końcu zebrać i pokazać naszą siłę. Niekoniecznie nawet wybierając kandydata, który nie będzie próbował wmawiać nam, że nadajemy się wyłącznie do garów i pieluch. Ani nawet takiego, który popiera rozdział Kościoła od państwa (Jest w ogóle taki ? chyba tylko Napieralski), co pozwoliłoby na to, żebyśmy nie były traktowane jak maszynki do rodzenia dzieci w najlepszym razie a siedlisko grzechu i zepsucia w gorszym. Wystarczy po prostu pójść na wybory, pokazać, że nie będzie Korwin-Mikke pluł nam w twarz i praw wyborczych nas pozbawiał. Albo twierdził, że “harmonijna współpraca mężczyzny i kobiety dla postępu ludzkości (polega na tym) na tym, by nie przeszkadzała mu leżeć pod jabłonką i rozmyślać oraz by usuwała mu spod nóg rożne drobne niedogodności, które mogłyby oderwać go od myślenia.” I owszem, zajmowanie się domem i dziećmi nie jest pracą, bo jest zajmowaniem się. Wyjątkiem są tylko sprzątacze, niańki i przedszkolanki. I zajmowanie się ogrodem, tudzież psem dla 99% populacji także nie jest pracą…
Ciekawa jestem a propos “słynnej” ankiety Korwina też czy pan Mikke kiedykolwiek przeprowadzał badanie mężczyzn, którzy ukończyli szkołę średnią. Gdyby dzisiaj zadał im 2 pytania – 1 co to jest logarytm?, 2 co to jest korwin-mikke? Głowę daję, że 90% odpowiedzi na oba pytania brzmiałaby “Nie wiem” a wszyscy skończyli szkołę średnią.
Ja osobiście pokazuję panu “a takiego” i na wybory pójdę, znowu. I mam nadzieję, że Korwin nie osiągnie życiowego sukcesu w postaci miejsca numer 5, bo gotów znowu kandydować. Odeślijmy JKM tam, gdzie jego miejsce – do politycznego lamusa!
PS. A Kopernik była kobietą!
Przenieś numer do Play Fresh! Będziesz klientem anonimowym bez żadnych praw!
Maj 24, 2010Podobno Polska naraziła się po raz kolejny Unii i powinna w trybie pilnym dostosować swoje przepisy do unijnych. Niby nic w tym dziwnego ani nowego, ale tym razem naprawdę z zapartym tchem czekam na pośpieszenie się naszych [p]osłów, bo rzecz ma dotyczyć zrównania w prawach posiadaczy telefonów na kartę, czyli pre-paidów z tymi, płacącymi abonament. Może wtedy PLAY przestanie traktować nas, posiadaczy telefonów na kartę jak klientów niższej kategorii a ujmując rzecz konkretniej jak dojne krowy, którym w zamian nie przysługuje nic.
Sprawa cała i moje oburzenie spowodowało masowe przesyłanie przez PLAY spamu szumnie przez nich zwanego marketingiem smsowym. Ja naprawdę różne rzeczy rozumiem, ale nie napi*** tego, zasypywanie nas tym ścierwem po kilka razy dziennie. Nie dość, że treść smsów staje się coraz bardziej żenująca, bo zagrywki typu “Posiadacz numeru 7… nie zgłosił się dotychczas…” lub “Minął już termin bla bla a my wciąż nie mamy potwierdzenia…” na mnie nie działają, to jeszcze ich częstotliwość staje się w najwyższym stopniu irytująca. Jeżeli bowiem siedząc w pracy przy biurku, tak się złożyło iż z klientem, w przeciągu 5 minut dostaję 3 takie podrzutki, to dochodzi tu chyba do rodzaju stalkingu, czyli nękania. Minę klientki, która zupełnie słusznie patrzyła na mnie z dezaprobatą łatwo sobie pewnie wyobrazić a ja darowałam sobie już nawet tłumaczenia, że czekam na bardzo ważny telefon.
Natomiast zaraz po jej wyjściu postanowiłam wykonać równie ważny telefon i zablokować otrzymywanie tego spamu. Zajrzałam na różne fora, poczytałam, że w przypadku, np. Ery nie ma żadnego problemu i myślałam, że u mnie będzie podobnie, ale nie. Pan na infolinii uświadomił mi, że jako, iż posiadam telefon na kartę to ja nie jestem dla nich żadnym klientem i możliwości zablokowania tejże “usługi” nie ma. Ciekawe, prawda ? Nie jestem dla PLAY klientem, gorzej jestem klientem anonimowym i nie mam żadnych praw ! Nooo… chyba, że przyjdę do ich punktu, podam im sto milionów danych, z numerem buta włącznie, puk, puk 18 i rozmiar stanika. Ciekawe także jest na jakiej podstawie w takim razie sobie roszczą prawo do przesyłania mi wiadomości marketingowych ?! Niczego nie podpisywałam, nie zamawiałam i chyba GIODO powinno się zainteresować tym, że PLAY wyłudza ode mnie dane osobowe, warunkując tym dostęp do usług. Tym bardziej, że przecież nie domagam się od nich niczego poza kliknięciem w jedno głupie okienko w miejscu, gdzie trzeba zaznaczyć czy dana osoba ma być prześladowana spamem czy nie.
Ani telefon na infolinię ani moje liczne maile od 3 miesięcy nic nie dały. Tym samym sprawą czas zainteresować UOKiK oraz nadzór elektroniczny. I ostrzec wszystkich, w tym moją mamę, która już za miesiąc miałaby płacić tym zdziercom abonament, aby nie przenosili jednak numeru do PLAY a wprost przeciwnie – uciekali gdzie pieprz rośnie, póki jeszcze mogą, bo okaże się jeszcze, że tego też nam nie wolno. I jeśli już chcecie PLAY to polecam Durex
Edit. I nie, nie grałam w żadne idiotyczne gry, nie brałam udziału w konkursach i nie ściągałam żadnego żenującego imitującego pierdnięcie albo jakiegoś równie błyskotliwego dzwonka.
Kogo obraża kampania “Zjeżdżaj z torów” ?!
Maj 16, 2010Biedni ci Polacy. Delikatni tacy, wrażliwi, czuli na krytykę… Bo jakże to tak ? Palcem pogrozić ! I w słowach może żołnierskich, ale szczerych powiedzieć, że ich bezmyślność szkodzi. Tak jak w kampanii spółki Tramwajów Szczecińskich ‘Zjeżdżaj z torów… bezpieczniej i punktualniej”
W obronę biednych kierowców, tak brutalnie przywołanych do porządku przez Tramwaje Szczecińskie, których pracownikom – powiedzmy to sobie otwarcie – utrudniają pracę, wzięła jedynie słuszna, proobywatelska partia. A ściślej rzecz biorąc jej radna, której nazwisko jak zawsze w takich wypadkach, przemilczymy. Owa radna ujęła się za niesłusznie karconymi kierowcami, twierdząc niezłomnie, że “Język tej kampanii jest nie do przyjęcia. Powinien być bardziej przyjazny i miły ludziom. Tymczasem mamy do czynienia z gówniarskim i slangowym określeniem, które obraża kierowców”. Nigdy nie słyszałam o tym, żeby język był miły czy też niemiły ludziom, ale jak widać nie nadążam za zmianami w nowomowie partyjnej. Tym bardziej, że samo słowo “gówniarski” , przynajmniej moim skromnym zdaniem, też się nie mieści w kanonach stylu wysokiego. Jak widać co wolno radnej to nie tobie…
Ale nie o kolejnym pomyśle na zbicie kapitału politycznego na głupotach miałam pisać tylko o kierowcach i ich obrażaniu. Zarówno jako kierowca, jak i stały pasażer komunikacji miejskiej chcę powiedzieć: “Bzdura!” Żaden, absolutnie żaden kierowca, który stosuje się (oczywiście w miarę możliwości
) do przepisów, no i przede wszystkim cechuje się wyobraźnią i myśli na drodze nie tylko o sobie, nie poczuje się urażony. Dlatego, że taki kierowca nie parkuje samochodu tak by utrudniać życie innym, bez względu na to czy to pieszy czy inny kierowca. A dostatecznie często jadąc do pracy miałam żołądek w gardle, widząc jakich ewolucji musi dokonywać biedny kierowca, by nie tylko przejechać Królewską, ale i skręcić z niej w Krakowskie. Nie mówiąc o tym jak zaparkowane są samochody na trasie między Kinem Femina a Bankowym, zajmując pół prawego pasa. Co prawda do kierowców w Rzymie, z uporem maniaka parkujących dokładnie na przejściu dla pieszych jeszcze nam trochę brakuje, ale niewiele. Hasło jest więc jak najbardziej trafione a jeśli ktoś się poczuje nim urażony to będzie znaczyło jedynie tyle, że się poczuwa. Jak to mówią: uderz w stół…. Może straż miejska w Szczecinie powinna zwrócić uwagę na samochód pani radnej
.
Ale i tak radni Szczecina nie dorównują tym z Warszawy, może powinni się ich poradzić w kwestii zbijania kapitału politycznego. Np. stanowczo powinni zakazać jakiegoś koncertu, odwołać paradę a na dokładkę kogoś oskarżyć o obrazę czci religijnej. No i koniecznie pobudzić do działania Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami. Doda jest już zajęta w Warszawie, ale może jeszcze ktoś się źle wyraził o Biblii albo chociaż chciał zdjęcia krzyża z klas. No, chyba, że o czymś nie wiem… W takim razie zwracam honor.
I zjeżdżam.
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia! (J. Carrol)
Kwiecień 13, 2010Łatwo jest błędnie odczytać milczenie.
(Silence is a text easy to misread.)
Attanasio
Rzadko niezmiernie zdarza mi się reagować na tym blogu na bieżące wydarzenia, szczególnie polityczne. Szczególnie dwa razy z rzędu. Niestosownym natomiast wydaje mi się wykorzystywanie milczenia jako przejawu dobrego wychowania do niegodnych celów a zatem dość poprawności politycznej. In bocca al lupo!
Zdawałoby się, że takiego momentu jak ogólnoludzkie nieszczęście i dramat, które przy wydatnej pomocy mediów, zjednoczyło Polaków w żałobie nie da się zepsuć. Ci, którzy nie potrafili powiedzieć niczego pozytywnego o zmarłym prezydencie zamilkli. Zamilkł niepoprawny poseł Palikot, nie wyrwał się z niestosowną uwagą chyba nikt ze sceny politycznej. Przeciwnicy prezydenta spośród zwykłych ludzi, obywateli a tych było niemało także w najgorszym razie zamilkli, szanując ból ludzki, nawet jeżeli się z polityką prowadzoną przez niego nie zgadzali i nie uważali go za człowieka zasługującego na jakiś specjalny szacunek. De moritus nil i tak dalej… Nie udało się wyprowadzić ludzi z równowagi ogłoszeniem tygodniowej żałoby, nie udało się trwającym od 3 dni oblężeniem telewizji i internetu jednym tematem, wystarczyła natomiast jedna paradoksalna decyzja. Decyzja o pogrzebie pary prezydenckiej na Wawelu.
Decyzja szokująca, zaskakująca, nieuzasadniona. Tym bardziej boli i oburza w tym wszystkim fakt, że zachowanie po prostu ludzkie i dojrzałe zostało uznane za milczącą zgodę do machlojek politycznych, gdyż za taką my internauci (a przynajmniej duża grupa) uważamy decyzję o pochowaniu zmarlego prezydenta i jego żony na Wawelu, o czym mogą świadczyć chociażby takie samorzutne zrzeszenia jak NIE dla pochowania Kaczyńskich na Wawelu.
Przykre, że jeszcze raz dała o sobie znać megalomania i brak umiejętności jakiejkolwiek oceny rzeczywistości. Na jakiej bowiem podstawie ci, którzy podjęli decyzję o pogrzebie pary prezydenckiej na Wawelu uznali, że decyzja ta jest zgodna z wolą społeczeństwa i co więcej będzie ich łączyła ? Nie widzę żadnej. Pojawią się na pewno głosy, że nie czas teraz w żałobie na takie protesty, że należy okazać szacunek zmarłemu. Szacunek, owszem, ale nie dla świętokradztwa i profanacji a tylko takie słowa jestem w stanie znaleźć dla decyzji o pochowaniu obok marszałka Piłsudskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy każdy prezydent od tej pory będzie chowany wśród wieszczów, wśród królów i wielkich wodzów ? Czy gdyby wśród ofiar tej katastrofy był także Wojciech Jaruzelski to także należałoby mu się miejsce obok generała Sikorskiego ? Może należałoby tam jeszcze przenieść szczątki Gierka i Gomułki ?
Jeżeli ta decyzja pozostanie w mocy to ja osobiście nigdy na Wawelu się już nie pojawię. Nawet nie dla zasady, ale dlatego, że musiałabym chyba spalić się ze wstydu, gdybym, np. własnemu dziecku musiała powiedzieć: “Widzisz , tu na Wawelu są pochowani najwięksi królowie i wodzowie Polski… I Lech Kaczyński.” Cóż bowiem mogłabym powiedzieć na pytanie: “A co on zrobił dla Polski?” Że to ofiara katastrofy i polityki własnej partii ?!”.
Cóż… Nakręcali tę atmosferę, nosili ten dzban i … pękła skorupa i woda wyciekła… Dzięki tym paradoksalnym decyzjom będziemy jedynym narodem, który w mniej niż 100 godzin potrafił doprowadzić dwa razy do całkowitej zmiany poglądów. Jedynym, w którym naród protestuje przeciwko miejscu pochówku prezydenta. Dziwi mnie doprawdy, że rodzina zmarłego prezydenta (no, poza bratem) pozwoliła na to, żeby pogrzeb tak bliskiej osoby zamienić w polityczny spektakl. Czy doprawdy chcieli w momencie żałoby czytać gorzkie słowa prawdy, że Lech Kaczyński może i próbował być patriotą, ale nie był wielkiego formatu człowiekiem, politykiem i prezydentem i nie zasłużył niczym na pochówek na Wawelu?! Niczego innego nie można się przecież było spodziewać. Czytając uzasadnienie tej decyzji: “W ten sposób rodzina chciałaby go zapisać wśród wybitnych bohaterów, zaliczając go do grona najbardziej zasłużonych ludzi – ogłosił kardynał Stanisław Dziwisz.” nie wiem czy śmiać się czy płakać. To od teraz do grona bohaterów się ludzi zapisuje ?
Ambicja, polityka, pycha. Znowu to pod ich dyktando są podejmowane decyzje i przypominamy sobie, dlaczego poprzedni rząd został tak szybko rozwiązany. To doprawdy niesłychane - nawet najbardziej pesymistyczne scenariusze zakładały, że mit zjednoczonego narodu, politycznego zawieszenia broni pryśnie dopiero w czasie kampanii. Wystarczyło zaś mniej niż 4 dni…
Nie wierzę szczerze mówiąc, że miejsce pochówku zostanie zmienione. Wiadomo dlaczego. Mam tylko nadzieję, że ten wyraźny i głośny protest Polaków odwiedzie tych, którzy podjęli tę niezrozumiałą i kontrowersyjną decyzję, od dalszych podobnych kroków: nadawania honorowych obywatelstw, budowania pomników czy zmian nazw ulic. Polacy może nie są aktywni politycznie i łatwo nimi manipulować za pomocą mediów, ale nawet “publiczka” nie łyknie żaby tak oczywistej propagandy.
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia! A już na pewno nie pozwolę się cenzurować ani kneblować!
Doktorat – czasem trzeba się przewrócić by się nawrócić
Marzec 29, 2010Studia doktoranckie to moje wielkie życiowe rozczarowanie. Szłam na nie pełna ideałów, planów i nadziei na to, że poświęcę się nauce. Teraz jestem na ostatnim roku i jedyne, co mogę powiedzieć, to że ideały diabli wzięli. Już sam program studiów mnie rozczarował, bo okazało się, że na mojej uczelni nie ma wielu zajęć, które mają studenci tego samego kierunku na uczelniach warszawskich czy krakowskich. Od wykładowców chciałam konkretnej wiedzy, a nie bezsensownego lawirowania po tematach.
Czytając to wyznanie w dzisiejszym “metrze” uświadomiłam sobie jak mało brakowało a mogły to być moje słowa i ucieszyłam się, że wyrwałam się z tego chocholego kręgu już na pierwszym roku.
Ogromna zasługa w tym mojego – szczęśliwie byłego – promotora, który nie uznawał osób obdarzonych inteligencją. Tylko na pierwsze seminarium przyszłam z entuzjazmem, miałam swoje pomysły, wizje, koncepcje na temat, którego mam wrażenie do tej pory nie zrealizowano w kształcie, który mi się wykluł w czasie pracy nad magisterką. Profesor błyskawicznie sprowadził mnie do poziomu uczniaka z podstawówki i ze swoim pogardliwym “dziewczyno”, próbował zakopać mnie w definicjach, bibliografiach i metodologiach. Próbowałam udawać ryjówkę, ale nie… nie dawałam rady pełzać i dziobać by zasłużyć na cień braku dezaprobaty.
Zajęcia w ramach programu studiów wcale nie były lepsze, zmieniany co semestr program seminariów ani razu nie okazał się chociażby zbieżny z moim tematem doktoratu i równie dobrze mogłabym chodzić na prelekcje z fizyki kwantowej. O stypendiach nawet nie wspomnę.
Szczęśliwie w marcu, w okolicach swoich urodzin pomyślałam, że coś muszę ze swoim życiem zrobić, w końcu po co się męczyć i marnować najlepsze lata swojego życia. Zapłaciłam za egzamin, aby zdobyć certyfikat z języka, zaczęłam wysyłać CV i … udało się. Kiedy pomyślę sobie, że mogłabym w tym momencie kończyć trzeci rok studiów i mieć świadomość, że primo jeszcze rok tej męki a secundo jedyne co zyskam na doktoracie to zmarszczki, 4 lata do emerytury i dwie literki przed nazwiskiem, które mogą mi się ewentualnie przydać po założeniu działalności gospodarczej, bo starając się o pracę w szkolnictwie musiałabym je ukrywać, żeby zarabiać jakieś2-3 mniej niż obecnie to… Nie muszę chyba kończyć.
Z błędnej drogi lepiej zawrócić na rozstaje niż uparcie brnąć w moczary. Możesz się zakopać na pustyni by pokazać swoją nieomylność tylko po co ?
“Świat się kręci, czas nie stoi, czas ucieka.
Pędzi życie, nie ma ma lekko, dobrze wiemy. (…)
Coś być musi do cholery za zakrętem”
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść …
Marzec 24, 2010Słowa piosenki “Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść” powinni sobie wziąć do serca w naszym kraju primo politycy, secundo celebrities, tertio jakby tu elegancko… osobowości telewizyjne. O polityce rozmawiać nie będę, nie ma mowy i pominę wymownym milczeniem kto stanowczo powinien sobie dać spokój z powrotem na scenę polityczną. Nieco więcej gorzkich słów miałabym dla gwiazd, gwiazdek i pseudogwiazdek muzyki, bo w końcu o ile Stonesi są nieśmiertelni to cóż do zaoferowania ma pan w tupeciku, udający wiecznie młodego amanta, który niewiadomym sposobem w 70 wiośnie życia nie ma ani jednej zmarszczki i nie jest Ibiszem. Jak widać nie tylko z dziewczynami się nie wie… Ciszę wypadałoby także zachować nad trumną naszej niegdysiejszej naprawdę dobrej wokalistki, która obecnie szczyci się głownie tym, że nie boi się samozwańczej królowej nie-wiadomo-czego. Ja się śmiertelnie boję że Stan Borys albo Szczepanik zasiądą w jury innego badziewia telewizyjnego, potocznie zwanego programem rozrywkowym tudzież show.
Za to pan Majewski, Wojewódzki i kilku innych doprawdy mogliby już udać się na telewizyjną emeryturę, bo ich żarty śmieszą już tylko ich samych. Majewski ostatnio śmieszny był tak dawno, że nie jestem sobie w stanie tego przypomnieć a Wojewódzki jest ugrzeczniony niczym kamerdyner wobec wszystkich co inteligentniejszych gości, pastwiąc się tylko nad tymi, którzy są od niego zależni, vide – uczestnikami programu, w którym jest jurorem.
Tylko Cejrowski niech sobie robi to co robi, bo z dwojga złego wolę już oglądać jego bose giry w studiu pełnym pseudo-palm (budżet obcięli czy co?!) niż obawiać się co też zrobi on z umysłami braci studenckiej, która i tak po edukacji na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim ma małe szanse na powrót do społeczeństwa. Po przeczytaniu słów: “ Chcę być profesorem.Koniec, kropka. Wszedłem w okres mentorski. Mężczyzna wchodzi w wiek, w którym poucza, dzieli się czymś, co zebrał wcześniej.” ścierpła mi skóra i zaczęłam dużo poważniej niż niegdyś zastanawiać się nad emigracją z tego wariatkowa. Znając poglądy pana Cejrowskiego należy się obawiać o stan naszych chodników i innych elementów infrastruktury, gdyż wychowana na jego naukach młodzież gotowa rzucać płytkami w gejów, starców, kobiety, artystów, niekatolików, cudzoziemców i polityków. Dalej o przepełnienie więzień, aczkolwiek Kościół gotów rękoma posłów uchwalić poprawki do kodeksu karnego, uznające przestępstwa popełnione z myślą o przyszlym zapobieżeniu obrazy uczuć religijnych za obronę konieczną. No chyba, że pozostanie przy wykładach o ginących kulturach, ale w takie szczęście nie bardzo wierzę…
Może się zrzucić na singiel Perfectu i rozesłać do kilku co bardziej upartym ?!…
Opublikował/a Joanna 




