“Mnie nie trzeba za wiele,
taki jestem od lat:
trochę słońca w niedzielę,
żeby słońce i wiatr;
lubię patrzeć z uśmiechem,
lubię w dal i na wprost,
lubię z mostu na rzekę,
lubię z rzeki na most:… “
Niedziela nad Wisłą- K.I. Gałczyński
Większość z nas tak jak Gałczyński nie chce wiele – poranna kawa, wiadomości, potem spacer czasem jakieś zakupy, kawiarnia… Dzień wolny, czasem jedyny w tygodniu, wypełnionym po brzegi pracą i innymi zajęciami, jak w piosence “Niedziela będzie dla nas” – prania, zebrania, dyżury i w końcu upragniona niedziela. Dzien, który każdy chciałby spędzać według własnych upodobań, do tego stopnia, że pamiętam wygrany proces Włocha i ogromne odszkodowanie za to, że w związku z awarią prądu nie mógł obejrzeć meczu, co jest jego podstawowym prawem obywatelskim. Co mogą Włosi nie dla nas, gdyż nasze wspaniałe państwo a ściślej rzecz biorąc rząd, chce nas uszczęśliwić na siłę. O ironio wolną niedzielą.
Niedzielą, w którą czynne będą wyłącznie stacje benzynowe, apteki, sklepy na lotniskach i na dworcach. Może i nie znam się na gospodarce, ale to co ma być korzyścią dla pracowników, których chce się obdarować wolnym dniem, który mają spędzić jak PiS i Kościół przykazał na mszy a potem na niedzielnym obiadku u teściowej, może się okazać niedźwiedzią przysługą. Rzeczony pracownik będzie mógł się już wkrótce cieszyć siedmioma dniami wolnymi. W końcu co zrobią właściciele kawiarni, które jedynie w niedzielę generują przyzwoite zyski albo butików z ubraniami. W końcu kto ma w tygodniu czas na buszowanie wśród wieszaków. Zabicie konsumpcji wydaje się służyć jedynie interesom Kościoła – jak ludzie stracą pracę, gdyż zabicie konsumpcji spowoduje lawinę kryzysu, który nas podobno omija, będą mieli więcej czasu na przesiadywanie w kościołach. Stanie się to jedyną rozrywką, dostępną niemal za darmo - i muzyka i spotkanie ze znajomymi – full wypas. Na dodatek prezydentowi udało się już niemal zapanować nad treścią a przynajmniej charakterem nadawanych w telewizji i zamieszczanych na portalach treści. Niestety, ale prezydent dał się wpędzić w błędne koło ogłaszania żałób narodowych. Z ciekawości sprawdziłam – od 1997 roku do 2005 – żałoba była ogłaszana sześć razy, od czasów prezydentury Kaczyńskiego – sześć razy. Wystarczy zajrzeć na dowolne forum internetowe, aby zobaczyć czarno na białym, że Polacy mają już dosyć przybierania żałobnych szat po każdej większej i mniejszej katastrofie. Nie wierzę, że nikt tego prezydentowi nie powiedział, no chyba, że podziela opinię swego brata i się naszym zdaniem nie przejmuje, ale sedno sprawy leży gdzie indziej. W końcu skoro żałobę narodową ogłoszono po śmierci handlarzy gołębiami, górników, lotników, 3 przypadkowych Polek, które miały pecha być akurat w Londynie i pasażerów autokaru to każda grupa zawodowa wywiera teraz presję, aby i ich tragedię uznać za sprawę narodową. Czy 7 nauczycieli jest gorszych od 12 górników albo 8 lekarzy. Oni dostali a my to co ? Proponowałabym pójść dalej i ogłosić dniem żałoby każdy poniedziałek, z powodu kolejnych ofiar na drogach, wzmocnić nakaz postu piątkowego z niewielkim dodatkiem umartwiania a niedzielę jako dzień święty obwarować zakazami rodem z judaizmu, m.in. liczbą kroków jakie wolno zrobić. Co sobie będziemy żałować. Wówczas poeci dadzą w końcu spokój niedzieli i będą się zachwycać wtorkiem albo czwartkiem, spędzonymi bezpiecznie w pracy.
Korzystając z tego, że jeszcze mogę chyba powinnam udać się na zakupy, tak dla zasady, nie będzie polityk pluł mi w twarz ni zakupów mi zabraniał.
PS. A jak nam zabiorą zakupy w niedzielę to też ogłośmy żałobę narodową! W końcu będzie jakaś uzasadniona szczerym żalem narodu.
