
Nic co u konkurencji nie jest mi obce. Tę zasadę przyjęło chyba większość polskich mediów ostatnimi czasy. Po powrocie z pracy bywa, iż mam ochotę obejrzeć wiadomości, poczytać „njusy” na portalach internetowych i ogólnie posłuchać co w trawie piszczy. Nie za często, gdyż należy szanować własne zdrowie i nerwy, ale jednak. Można w zasadzie zrobić sobie nawet maraton –polsat, tvn, tvp1. Przypominający oglądanie kolejnych odcinków „Mody na sukces” – w każdym odcinku to samo, tylko stroje bohaterów się zmieniają.
Zdaje się, że tvn miał niegdyś ambicje aby być stacją obiektywną, dążącą do prawdy. Z kolei dla odmiany telewizji publicznej starano się by to co pokazano w Faktach przedstawić z zupełnie innej perspektywy. Teraz wiadomości obu stacji nie różnią się jakoś znacząco i nawet moherowe babcie, nie mają już powodu by maszerować z transparentami anty-tvn. Główną ambicją stało się chyba dbanie o to by pokazać wszystko to, co konkurencja. Świńska grypa –jest, nowy spot PiSu/PO – zaliczono, obchody rocznicy 4 VI – jak wyżej. Rywal powiedział o konferencji Libertasu – my też musimy, bo jeszcze ktoś pomyśli, że nie wiemy; powstanie pięćsetna komisja śledcza do Spraw Bardzo Ważnych i nie Mniej Niepotrzebnych też trzeba wspomnieć. Dla okraszenia kilka rodzynków typu – kupiono klatkę na pumę, bocian złamał nogę albo Polacy wypili mniej piwa niż rok temu. Na portalach jest jeszcze gorzej – tu wiadomości różnią się głownie pozycją na stronie (sport niżej, gospodarka wyżej) i tytułami.
Tak na przykład sprawa ojca Hejmo. Kilka lat temu rozgorzałaby zapewne dyskusja czy osoba, na której ciążą takie zarzuty powinna, może celebrować mszę, czy zarzuty są słuszne, o roli kościoła, o lustracji, i tak dalej. Tymczasem wieść przeszła bez echa – zachowując pozory pseudoobiektywizmu pokazali „fakty”, pokazali opinie ludzi i tych za i tych przeciw i tyle. Wsio. Sprawy nie było. Wszystko się rozmyło i rozeszło.
Za to kiedy media już złapią jakiś temat to będą go wałkować aż do obrzydzenia. Internauci byli już gotowi zawieźć prezydenta i premiera na każdy szczyt dowolnym środkiem komunikacji, czy to hulajnogą czy wielbłądem, byle tylko przestano wszędzie trąbić o tym samolocie. Albo o Kasi Cichopek, która wyskakiwała nawet z lodówki. Teraz, odkąd „na topie” jest kryzys, z radością wita się nawet niby epidemię dowolnozwierzęcej grypy, bo zawsze to jakąś zmiana tematu.
Z drugiej jednak strony paranoją jest sytuacja, w której hitem dnia, jest informacja o tym, że nie działa gadu-gadu. Jak gdyby awaria komunikatora internetowego była największym nieszczęściem życiowym. Ale na tym nie koniec – potem należało podrążyć, jakież to były przyczyny tego kataklizmu a na koniec opisać niezwykłą traumę uzależnionych od gadania. Ciekawy jest też dobór najważniejszych wiadomości, np. na TVN24, gdzie na pasku w dole ekranu biegły sobie swawolnie krótkie notki a to o prezydencie a to o wojnie a między nimi „Dorota Gardias wygrała 9. edycję Tańca z Gwiazdami”. Pomijając już fakt, przeoczenia przeze mnie co najmniej jakichś pięciu edycji – to kim jest u licha Dorota Gardias? Nie śledzę zbyt uważnie współczesnego wycia i łoskotu, który bardzo niechętnie obdarzyłabym mianem muzyki (parafrazując genialnego Joe Alexa), sprawdziłam zatem –pogodynka. No dobrze, w czasach kiedy gwiazdą może zostać miłośniczka harców w jacuzzi, właścicielka różowego konia albo żona męża, który się z nią rozwodzi, to i prezenterka pogody się nada jak widać. Zastanawia mnie tylko celowość zamieszczania tego rodzaju informacji – fani programu pewnie oglądali finał z zapartym tchem, nie wiadomo po co, bo kierownictwo stacji dopilnowało by wygrał „swój”, ale całą resztę w ogóle to nie interesuje. Albo przynajmniej jeśli zechcą się dowiedzieć to sobie sprawdzą. Cóż, nonsens. Nie pierwszy i nie ostatni, ale o ile jestem w stanie zrozumieć sens wiadomości o podniesieniu/obniżeniu stóp procentowych, którego to procesu i jego skutków dla mnie nie udało mi się dociec, to informowania mnie o zwycięstwie gwiazdy, która śpiewa, pierze, tańczy, kolekcjonuje pestki pomarańczy już nie.
Podejście całkowicie subiektywne, ale to mnie wkurza. Może Cejrowskiego, może i mnie. A najlepiej zamiast się wkurzać, popukać się silnie w czoło i darować sobie kolejne wydanie wiadomości lub co gorsza ich lekturę na dowolnym portalu. Alternatywą jest jeszcze czytanie gazet, ale wówczas aby uniknąć rozwodnionej breji musiałabym czytać Nasz dziennik. Na przemian z Wyborczą. Ale tego żaden normalny człowiek chyba nie wytrzyma na dłuższą metę.
Cóż… chyba czas wrócić do powtórek Klossa albo psa Szarika. Tam przynajmniej zawsze źli są ukarani dobro triumfuje i co najważniejsze wiadomo, że serial na pewno się skończy
.
