
Od kilku dni zasiadam do napisania tekstu, którego zalążkiem był cytat z Paulo Coelho. Coelho, którego nie lubię, którego książek w większości nie udało mi się doczytać do końca, ale zarazem kiedy szukam jakiegoś cytatu, aby uporządkować sobie myśl czy pomysł bardzo często pojawia się w głowie jakaś fraza zapamiętana z jego książek. Chciałoby się napisać – “wpisu nie będzie, bo autorce zabrakło natchnienia”. Nie, natchnienie jest.
Tak wiele pomysłów krąży gdzieś po głowie, już skrystalizowanych, które przychodzą znienacka: w czasie podróży metrem albo w poczekalni, podczas kolejnej wizyty u lekarza. Błąkają się kapryśnie, swawolnie pląsają pod kopułą czaszki a kiedy próbuję je spisać umykają. Zapisane na papierze myśli blakną. Czasami wręcz czuję jak nieposłuszne słowa wykradają się, wymykają spod palców biegających szybko po klawiaturze, jakby w nadziei, że uda się je dogonić, że znajdę to słowo, słowo-klucz, które jest mi w tym momencie potrzebne. “Język kłamie głosowi a głos myślom kłamie” to jedne z najmądrzejszych słów, jakie kiedykolwiek zostały zapisane w literaturze polskiej a może i literaturze światowej. Stwierdzenie tak banalnie proste a jednocześnie wyrażające najpełniej ten okropny stan, kiedy piękna myśl, trafna, błyskotliwa i zaskakująca, która jeszcze ułamki sekund temu była tylko niewypowiedzianą jeszcze refleksją w momencie w którym zabrzmiała straciła swój sens, swój urok i okazała się zupełnie nie tym, co się chciało powiedzieć.
“Język kłamie głosowi a głos myślom kłamie”. Pamietam, ze przeczytałam kiedyś zdanie, które brzmiało mniej więcej tak, że na geniusz składa się tylko 1 % natchnienia i 99% potu czy też pracy. Ja ujęłabym to inaczej – te 99% pracy zużywamy na to by ten przebłysk geniuszu pochwycić i żeby zabrzmiał tak jak powinien. A może raczej chwili spokoju, przerwania na chwilkę biegu między pracą, domem, szkołą, znajomymi. Chwilki spędzonej przy zapalonej świeczce, przy pysznej kawie z tradycyjnym notatnikiem i ołówkiem zamiast bezdusznego komputera. Może… Tymczasem jednak czas do pracy i znowu nie dogonię tej wciąż umykającej myśli…