“Istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli.”
Paulo Coelho
Archiwum z maj, 2008
Pragnienia…
maj 29, 2008Mężczyzna NIE od podstaw
maj 28, 2008Na Mężczyznę od podstaw „napaliłam się” już dobry rok temu, toteż gdy w końcu udało mi się zasiąść do lektury, nastawiona byłam na kawałek dobrej literatury, która przybliży nieco tajemniczą naturę mężczyzn. Zasiadłam do lektury, cierpliwie przebrnęłam wstęp pana, który pisał go chyba na podstawie informacji z wydawnictwa, z umiarkowanym zainteresowaniem poczytałam o szczegółach przemiany w mężczyznę, gdyż sama jako żywo nie mam zamiaru niczego podobnego próbować i… Doczekałam się w końcu konkretów, tj. opisu przeżyć z tych 18 miesięcy, kiedy udawała Neda i…. Rozczarowałam się strasznie.
Szumny opis ksiażki , zamieszczony na jej okładce, mówił, iż:
Jako obserwator z zewnątrz zdołała dostrzec rzeczy. których świadomość całkowicie zmienia potoczne wyobrażenia o męskim świecie. Jej książka. napisana dosadnie. ale z wyczuciem. reporterską przenikliwością. empatią i humorem. jest pełna wyrazistych sądów i wolna od stereotypów. To opowieść z pierwszej ręki o tym. jak trudno być prawdziwym mężczyzną. Dlaczego mężczyźni nie patrzą sobie w oczy? Co tak naprawdę oznacza męski uścisk dłoni? Czym w istocie jest męska przyjaźń? Norah-Ned przekracza granice płci i konfrontuje swoje obserwacje z kulturowymi wyobrażeniami na ten temat.
Cóż… Wziąwszy nawet poprawkę na to, że jest to literatura amerykańska, w dodatku dziennikarska i nie mająca ambicji naukowych, to przede wszystkim mam poczucie ogromnego niedosytu. Dlaczego ? Przede wszystkim Norah Vincent nie odrobiła najwyraźniej pracy domowej i przed przystąpieniem do przemiany nie zadała sobie trudu, aby poczytać o najprostszych procesach psychologicznych, chociażby mechanizmach obronnych osobowości. Wówczas nie zaskakiwałyby ją, tak oczywiste dla sporej części osób fakty, jak dystans emocjonalny, kompleksy związane z brakiem wzoru w ojcu, czy kompleksy związane z matką. Ten brak pogłębienia wiedzy wydaje mi się grzechem głównym zarówno samej książki, jak i Vincent. Nie do pomyślenia jest dla mnie to, że kobieta, która poświęciła 18 miesięcy swojego życia, aby wczuć się w rolę mężczyzny, która przypłaciła ten eksperyment załamaniem nerwowym, tak dalece nie umiała wykorzystać i zinterpretować zdobytej wiedzy. Jeśli nie przed eksperymentem to po. Relacja Vincent polega bowiem w głównej mierze na opisywaniu własnego strachu przed zdemaskowaniem, o co pretensji mieć do niej nie można, a także poznanych w czasie eksperymentu osób. Wszystko fajnie, tylko opisy te, nie są z całą pewnością opisami osoby, która jest wnikliwym obserwatorem innych, a już na pewno osoby, która dogłębnie poznała jakieś środowisko. Być może przyczyna leży w tym, że w każdym środowisku przebywała stosunkowo krótko, ale nie wydaje mi się by stanowiło to aż tak dużą przeszkodę. Vincent podeszła do tego chyba bardziej anegdotycznie niż analitycznie, gdyż kilka wniosków, mocno posledniej jakości rzuconych w zakończeniu nie satysfakcjonuje mnie w żadnej mierze.
Wnioski jej są zaś równie płytkie jak i sama ksiażka. Generalnie daje się wyczytać dwa główne: bycie mężczyzną nie oznacza otrzymania karty wstępu dla VIP-ów oraz bycie kobietą to przywilej. Sama nie wiem, który z tych wniosków jest jak dla mnie bardziej absurdalny. Zacznę od pierwszego. Współczucie dla mężczyzn, którzy nieustannie muszą potwierdzać swoją męskość i obawiają się, że są nie dosyć męscy, chyba ma soje źródło w tym, że Vincent jest lesbijką. Nie wynika to z uprzedzeń czy stereotypów, ale tylko kobieta, która nigdy nie czuła potrzeby potwierdzania przed osobą płci przeciwnej swojej kobiecości mogła coś takiego wymyślić. Kobiety heteroseksualne mają dokładnie te same obawy, których obecność u mężczyzn, budzi u niej tak wielkie współczucie. Musimy przecież być nieustannie piękne, zadbane, pachnące, idące dumnie ulicą w poczuciu promieniującej z nas kobiecości. Potrafiące zachować się w każdym towarzystwie, subtelnie flirtować, ująć mężczyznę (nie)kłamanym podziwem jego osoby, itd. Od mężczyzny połowy tego się nie wymaga i nawet siorbanie i mlaskanie jest im wybaczane znacznie łatwiej – wiadomo – facet
.
Drugi wniosek, o ile to oczywiście możliwe, jest jeszcze bardziej absurdalny. Nie wiem od kiedy to bycie kobietą jest przywilejem, ale chętnie się dowiem, ba! chętnie się taką uprzywilejowaną istotą stanę. Wedle Vincent owym niesamowitym szczęściem jest to, że możemy bez skrępowania okazywać emocje. Można dodać do tego jeszcze ewentualnie otworzenie drzwi samochodu przez co bardziej wychowane jednostki, których liczba z każdym rokiem topnieje, podane płaszczyka i zapłacenie za kawę. Cóż… Na moje postrzeganie owego „przywileju” na pewno wpływ ma to, że nie żyjemy w tak wyzwolonym obyczajowo kraju jak USA. Trudno by kobieta wyzwolona jaką jest Vincent, głośno przyznająca się do swojego homoseksualizmu, czego tutaj uczynić by z taką swobodą nie uczyniła, rozumiała jak ironicznego zabarwienia nabiera owo słowo „przywilej” w takim zaścianku jaki mamy w Polsce. W którym jak w znanym dowcipie feministycznym:
-dlaczego mężczyzna otwiera kobiecie drzwi?
-Sama nie może, bo w obu rękach dźwiga siaty z zakupami
całuje się kobiety po rękach, a na co dzień tyra nimi jak wołami.
Nie wdając się jednak w rozważania feministyczne… Mężczyzna od podstaw nie jest książką złą, ale jest utworem o niewykorzystanym potencjale. Można ją przeczytać, można nawet od czasu do czasu znaleźć jakąś perełkę, ale wszystko to zdecydowanie za mało. Pozostaje niedosyt…
Spotkanie i przyjemność
maj 25, 2008“Przyjemność dojrzewa tylko wtedy, gdy się ją pamięta. (…)Kiedy się spotkaliśmy, ty i ja, spotkanie to było bardzo krótkie, było niczym. Teraz, kiedy je wspominamy, stało się czymś. Ale wciąż niewiele o nim wiemy. To, czym się stanie kiedy będę je wspominał kładąc się, by umrzeć, czym stanie się przez te wszystkie dni od dzisiaj; to jest nasze prawdziwe spotkanie. Tamto jest tylko początkiem.”
C.S. Lewis.
Egoizm ?
maj 22, 2008
“Żyć swoim życiem nie jest egoizmem. Egoizm zawiera się w żądaniu, by ktoś żył zgodnie z twoimi upodobaniami, żył dla twojej próżności, dla twojego zysku i twojej przyjemności.” Anthony de Mello
Egoizm. Dziwne słowo, bardzo dziwne… Niby jednoznacznie negatywne a jednak… Rodziewiczówna we Wrzosie napisała „Egoistka. Będzie jej dobrze w życiu.” Zdrowy egoizm ? Istnieje w ogóle coś takiego ? Najwidoczniej tak. Tylko kiedy jeszcze jest to zdrowy egoizm, mechanizm obronny osobowości a kiedy zaczyna się wygodnictwo, dbanie przede wszystkim o własne interesy. Relatywizm, wszędzie relatywizm. Gdyby tak znaleźć uniwersalne zasady, łatwe do wyznaczenia granice. Chociaż czy tak naprawdę są one potrzebne ? Wszak na tym polega istota człowieczeństwa, aby dokonywać wyborów.
Najgorzej jeśli z przeraźliwą jasnością zdajesz sobie sprawę z tego, że tak naprawdę to jest to czysty egoizm i nic więcej. Samego siebie się nie oszuka. Niestety. Dusza moja bezlitośnie powiadomiła mnie, że tak naprawdę to chodzi mi wyłącznie tylko i wyłącznie o własne dobro. Ni mniej, ni więcej a nawet mniej. Sztuką jest ów egoizm zamknąć głęboko w sobie. Chociaż tu również zachodzi wątpliwość – czy nie czynimy tego z egoizmu i wygodnictwa, dla uniknięcia jakichś nieprzyjemności. Po to aby wydawać się szlachetniejszymi niż jesteśmy w rzeczywistości. Acz… Wszak powstrzymanie własnego egoizmu i poświęcenie się dla czyjegoś dobra jest jakimś przejawem szlachetności i altruizmu.
Egoizm. Słowo, które znaczy bardzo wiele i bardzo niewiele. A tak wiele może zmienić…
Jak kipu…
maj 20, 2008
Przyjaźń to jest taka dziwna rzecz, której się nie da zdefiniować. Właściwie to może się i da, ale chyba i nie ma potrzeby. Można by sobie wkleić kilka podniosło-patetycznych cytatów typu: Przyjaciel to ten, który zostaje, gdy inni odchodzą, lub Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać albo coś w tym duchu i stylu. Przyjaźń to po prostu “coś” więcej. To “coś”, które tak trudno jest zdefiniować, a które powoduje, że ktoś zajmuje szczególne miejsce w twojej pamięci. Od przyjaciela oczekujemy tego, co sami dla niego zrobilibyśmy.
“To jest prawdziwa przyjaźń – osłaniać innych nawet kosztem siebie.”
No właśnie… Tak przyjaźń można zdefiniować – jako szczególny związek oparty na porozumieniu, wzajemnym zaufaniu, chęci pomocy. Kiedy któregoś z tych elementów zabraknie, coś się nieodwracalnie zmienia. Niby nic się nie stało, ale jest jakiś cichy żal, że ktoś nie zdobył się względem nas na “coś więcej”. Ten malutki krok, który oddziela przyjaciela od zwykłego znajomego. Tego kroku zabrakło i zrobiło się przykro. Jeszcze bardziej przykro zrobiło się po uświadomieniu sobie, że ta osoba nie ma tej świadomości, że tego “czegoś” zabrakło. Zwłaszcza jeśli się tego oczekiwało a dana osoba miała możliwość zaoszczędzenia ci przykrości, pomocy, która ją samą nic nie kosztowała. A może i kosztowała by, a nawet nie tyle kosztowała, co mogłaby spowodować, że sam nie osiągnie jakieś korzyści. Przykro…
Gdzieś czytałam, że z miłością i przyjaźnią jest tak jak z przecięciem nitki, którą można związać, ale supełek na zawsze zostanie. Z więzią łączącą przyjaciół podobnie, można o owym supełku nie pamiętać, ale jest i gdzieś na dnia duszy czy pamięci zostanie jakiś ślad, cień wątpliwości. Ślad, który może spowodować, że następnym razem tej osoby już zaufaniem nie obdarzymy a przynajmniej już nie takim jak kiedyś. Nie zwrócimy się już z prośbą o pomoc, bo gdzieś będzie ta zadra tkwiła, że nie warto.
Mówi się też, że “Nie wchodzi się dwa razy po tej samej rzeki”, niby tak, ale… Sama wchodziłam nie tylko drugi raz, ale po raz kolejny i po raz kolejny do tej samej rzeki z bardzo różnym rezultatem. Może nie chodzi o to, aby nitka była cała, ale aby supełki niczym inkaskie kipu przypominało nam o tym jak łatwo jest zerwać tę wątłą nić porozumienia. Przypomina mi się jak w jednej powieści dziewczyna powiedziała do swojego chłopaka “Wiesz, chciałabym abyś miał już naderwane ucho”. Potem pokazała swojego ukochanego misia z dzieciństwa, z guziczkami zamiast oczu, naderwaną nogę, wyleniałym futerkiem. Brzydkiego, ale ukochanego, bo do takiego stanu doprowadziły go setki przytulań, przespanych razem nocy, pocałunków wylanych łez. To trochę tak jak z twarzą staruszka, każda zmarszczka jest świadectwem uśmiechów, bólu, płaczu…
Niech więc nasza lina, będzie nawet pełna węzełków, supełków, postrzępiona, ale mocna, mocniejsza każdą wspólnie wygraną walką… Jak kipu.
Three wise monkeys ?
maj 2, 2008
J. Kornhauser, Gra
Przysłowie japońskie nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego zakorzeniło się na dobre w polskiej kulturze. W oryginale jest częścią nauczania boga Wadziry i mówi, że kto nie widzi zła, nie słyszy zła, nie mówi o złu, ten sam chroni się przed złem.
U nas wygląda to nieco inaczej, ludzie nie nie zauważają nie tyle zła co, wydaje im się, że to o czym się nie mówi nie istnieje. Tym sposobem nie mówi się u nas o wielu trudnych problemach: maltretowanych kobietach, wykorzystywanych seksualnie dzieciach, zgniliźnie moralnej w Kościele. Elegancko zamiatane pod dywan śmieci tworzą tymczasem coraz bardziej nawarstwiającą się górę problemów, o które nie jest trudno się potknąć. Nawet jeśli już coś spod tego dywanu wypadnie to wypracowaliśmy sobie na tę okazję własne przysłowia Zły to ptak co własne gniazdo kala, Cisza nad tą trumną… Panuje powszechne przekonanie, że co w rodzinie to wewnętrzna sprawa, podobnie w kościele nie tylko katolickim, państwie. Cisza nad trumną trwa a za milczącym przyzwoleniem ogółu mają miejsce kolejne życiowe dramaty osób, których problem przemilczano.
Milczenie owieczek – tak zatytułowano książkę poświęconą kobietom, które w milczeniu, samotności i upokorzeniu przezywają najtrudniejsze chwile w życiu – niechcianą ciążę, aborcję…; którym odebrano prawo głosu, prawo decydowania o sobie samych. Wobec dramatów których ludzie zachowują się jak owe japońskie małpy – nie widzą, nie słyszą, nie mówią. Tak samo książka ta mogła dotyczyć przecież dziewczyn zmuszanych do prostytucji, dzieci alkoholików, które w milczeniu, często przez wiele lat patrzą na zło i nic nie mogą na to poradzić. Wszystkich tych, którym odebrano prawo głosu.
Three wise monkeys… Czego jednak wymagać od obcych ludzi, nawet jeśli nie reagują na to, że jakiś dwumetrowy bandzior wyrywa ci torebkę, skoro dokładnie to samo robią osoby, które uważało się za przyjaciół. Pod wrażeniem The Beautiful Mind zagaiłam rozmowę o geniuszu i wyimaginowanych przyjaciołach. W odpowiedzi zobaczyłam: mam, mnóstwo, w takim sensie że imaginuję sobie że są oni moimi przyjaciółmi, a tak naprawdę mają mnie w dupie. Stwierdzenie na poły żartobliwe, ale jakże bolesne w swej prawdziwości. Ludzie, których uważało się za bliskich znajomych, nie skiną nawet palcem jeśli przytrafi ci się nieszczęście, niesprawiedliwość. Oni także zachowują się jak japońskie małpy – nie widzą, nie słyszą, nie mówią. Udają, że nie ma problemu, nic się nie stało, nawet usiłują z tobą normalnie rozmawiać, pokrywając głupkowatym uśmiechem poczucie być może jakiegoś zażenowania. Zażenowanie jednak znika szybko a milczenie trwa. Mogą cię zniszczyć, ale nikt nie odsłoni uszu, nie otworzy oczu, nie odkryje ust, aby nie stracić jakiegoś przywileju, przynależności do “elyty”. Odezwać się, stanąć w obronie osoby, która sobie na coś nie zasłużyła? Też pomysł, jeszcze i mi się oberwie. Nie ma solidarności. Wszak już się stało, tylko mogę sobie zaszkodzić. Wiadomo jak jest, wszyscy uczestniczymy w tej grze, nie ma się o co oburzać, nic osobistego. Takie są reguły gry.
Three wise monkeys …Zawsze zastanawiało mnie dlaczego “mądrych”. Od kiedy konformizm utożsamiany jest z mądrością ? Sprytem, wygodnictwem, umiejętnością asymilacji, ale mądrością ?! A może to i racja. Czy nie łatwiej i mądrzej jest zrezygnować z prób płynięcia pod prąd. Masz własne zdanie to zapomnij o nim jak najprędzej, nie opłaca się stawać w pojedynkę przeciwko stadu, nawet jeśli to tylko stado głupawych owiec:
Nie myśl tyle nie stój z boku ośle
Trzeba razem równym krokiem i na oślep
(S. Barańczak, Piosenka z megafonu)
Three wise (?) monkeys…